Wojewódzki Konkurs Poetycko-Prozatorski "Miłość, Przyjaźń, Dobro" - laureaci 2017

Alicja Różycka z Gimnazjum im. Zjednoczonej Europy w Kobylnicy - I m-sce w kategorii poezja w języku polskim

 

List

 

Opowiadasz mi o swoim życiu.

 

Po kolei:

 

Wstajesz rano,

Zjadasz śniadanie,

Myjesz zęby,

Ubierasz płaszcz,

Wyprowadzasz psa,

Biegasz.

 

Pod gwiazdami,

po trawie,

po chodniku,

po murku,

po plaży.

 

Oglądasz świat.

Wokół ludzie?

 

Wracasz do domu,

zmieniasz ubranie.

Otwierasz pralkę,

rozwieszasz pranie.

Siadasz na łóżku.

Piszesz podanie o MIŁOŚĆ.

 

Michał Koziarek z Kępic – III m-sce w kategorii poezja w języku polskim

TRIUMF DOBRA

Stąpam po kładce nad przepaścią,

w dole postacie z piekła rodem.

Śmieją się ironicznie, klaszczą,

niektóre ciągną mnie w swoją stronę.

Jedna z nich kielich przechyla, pije,

druga -  w oparach dymu leży,

trzecia okrutnie czwartą wciąż bije,

piąta jak w Boga w pieniądze wierzy.

Nie wiem, co zrobić -chyba zbłądziłem?

Nieśmiało stawiam za nogą nogę.

To, co nieznane, tak bardzo kusi…

Lepiej wycofam się, póki mogę.

Podnoszę w górę wzrok, widzę ptaki,

szczęśliwe, wolne w słońcu od trosk.

I czuję siłę, której nie miałem,

a w głowie dźwięczy rozsądku głos.

Więc zeskakuję z tej wąskiej kładki.

Biegnę do domu, otwieram drzwi

i widzę miłość w oczach swej matki,

i już rozumiem – nie chcę być zły.

Bo przecież DOBRO zwykle powraca,

kiedy wspieramy innych w potrzebie.

A przede wszystkim dodaje skrzydeł,

pozwala bardziej uwierzyć w siebie.

 

Katarzyna Kania z Kamienia – I m-sce w kategorii proza w języku polskim

JEDNO SŁOWO

W pokoju panowała cisza, przerywana jedynie kolejnym pociągnięciami długopisem po czystej kartce i kolejnymi pomrukami niezadowolenia.

„To wszystko wydarzyło się bardzo dawno temu, bardzo daleko stąd. Żyły sobie wtedy trzy dziewczyny o dość nietypowych imionach: Miłość, Przyjaźń i Dobro.”

Laura – piętnastoletnia szatynka – patrzyła z nieukrywaną złością, jak przed chwilą pognieciona kartka leciała w stronę kosza, wypełnionego po brzegi mniej lub bardziej zapisanymi stronami.

– Nie mogę napisać opowiadania, które zaczyna się w taki sposób! – stwierdziła dziewczyna, wyjmując kolejną czystą kartkę. Głośne myślenie zawsze pomagało jej wpadać na dobre pomysły. Najwyraźniej nie tym razem. – To przecież brzmi tak… oklepanie! Jeśli temat konkursu brzmi „Miłość, Przyjaźń, Dobro”, to połowa uczestników tak nazwie główne bohaterki. I pewnie też uczyni z nich dziewczyny! Dlaczego zawsze na myśl o pozytywnych uczuciach, ich personifikacja musi być kobietą?

To w tym momencie Laura postanowiła, że bohaterowie jej opowiadania będą mężczyznami. Najlepiej wszyscy, aby przeciwstawić się jakimkolwiek stereotypom!

„Żyło sobie kiedyś trzech mężczyzn: Michał, Przemysław i Dominik”

Kolejna kartka w koszu.

– Jeśli mam zamiar wygrać ten konkurs, musze wymyślić coś oryginalnego! Coś, na co nie wpadnie nikt inny! A gdyby tak zamiast trzech bohaterów użyć tylko dwóch? Albo czterech? To na pewno byłby ciekawszy zabieg… – zastanawiała się dalej Laura, biorąc następną czystą kartkę.

Niespodziewanie cała atmosfera spokoju w pomieszczeniu została przerwana przez wkroczenie blondwłosej dziewczyny. Była pięć lat młodsza od Laury, czyli miała dziesięć lat, chociaż po wzroście można by ją uznać za dziewięcio- czy nawet ośmioletnią. Sam jej widok sprawił, że humor młodej pisarki od razu znacząco się pogorszył.

– Jaki zabieg? Kosmetyczny? Tak, zdecydowanie by ci się przydał – stwierdziła dziewczynka już na wejściu.

– Spójrz na siebie – odburknęła Laura, nie odrywając wzroku od pustej kartki.

– Co robisz? – dziewczyna nie miała zamiaru dać tak łatwo za wygraną.

– Nie twoja sprawa, Edna.

Dziesięciolatka wyraźnie się oburzyła i syknęła:

– Mówiłam ci, że nie masz mnie tak nazywać. Mam na imię Natalia! N-A-T-A-L-I-A! Naprawdę jesteś taka głupia, że muszę ci to literować?

Młodsza siostra Laury bardzo nie lubiła przezwiska, które jej nadała. Wiązała się z nim bowiem raczej dość niemiła historia. Trzy lata wcześniej w ich sąsiedztwie mieszkał chłopak w wieku Natalii – Edmund. Dogadywali się całkiem nieźle, często spędzali razem czas. Niestety, pewnego feralnego dnia przy obiedzie mama spytała ją, co tam słychać u Edmunda. Dziewczynkę wyraźnie zmieszało to pytanie. Laura postanowiła to wykorzystać, aby dokuczyć nieco siostrze i spytała ją, czy jest w nim zakochana. Natalia zaczęła temu tak mocno przeczyć, że jej starsze rodzeństwo stwierdziło żartobliwie, że naprawdę łączą ją z nim jakieś uczucia. Od tego czasu, jeśli Laura chciała ją zdenerwować, używała przezwiska „Edna” powstałego na skutek połączenia pierwszych liter dwóch imion – Edmund i Natalia.

– Przeliteruj jeszcze raz. Brzmisz jak dziecko w przedszkolu, gdy to robisz. Czyli jest to akurat idealnie na twoim poziomie.

Dziesięciolatka warknęła ze złości, po czym obróciła się na pięcie w stronę drzwi i oświadczyła:

– Powiem o wszystkim mamie!

– O tym, że chcesz, aby cofnęła cię do przedszkola?

W pokoju rozległ się odgłos zamykanych z trzaskiem drzwi.

„No, i mam ją z głowy… na jakiś czas” – mruknęła w myślach Laura, wracając do pisania. Chociaż właściwie nie było do czego wracać.

Przestań… ją tak traktować…

– Edna? Już wróciłaś po więcej? – spytała zdziwiona piętnastolatka, słysząc jakiś głos. Gdy nie uzyskała odpowiedzi, rozejrzała się po pomieszczeniu. Nikogo tam nie było.

„Dziwne… mogłabym przysiąc, że kogoś słyszałam…” – pomyślała Laura. Szybko jednak o tym zapomniała i wróciła do pustej kartki.

– Okej, muszę wreszcie coś wymyślić… stanęło na tym, że będzie czterech męskich bohaterów… tylko od czego mógłby być ten czwarty? A może wcale nie będą reprezentować konkretnych uczuć, tylko wspólnie wszystkie razem?

„Wcale nie tak daleko stąd i nie tak dawno temu, żył sobie chłopak o imieniu Michał. Miał on trzech przyjaciół: Bartka, Łukasza i Macieja. Świetnie się dogadywali, byli dla siebie dobrzy i kochali swoich rodziców. Koniec.”

Kartka nie zmieściła się do kosza, wypadła od razu.

– Jeśli dalej będę pisać takie bezsensowne głupoty, to na pewno nic z tego nie wyjdzie! Przecież to nie ma żadnego sensu! Ale co więcej można napisać o miłości, dobroci i przyjaźni?

Wszystko… można napisać tak wiele…!

– Dobra Edna, koniec tego chowania się! Gdzie jesteś? Pod krzesłem? – rzekła nieco zirytowana Laura. Nie uzyskała jednak żadnej odpowiedzi.

Dziewczyna jęknęła. Nie dość, że nie miała żadnego pomysłu na opowiadanie na konkurs, a zagapiła się nieco z terminem i musiała napisać coś do poniedziałku (a był piątkowy wieczór), to jeszcze siostra nie miała zamiaru dać jej nawet chwili spokoju!

Piętnastolatka była nieco zaskoczona, gdy po przetrząśnięciu całego pokoju nie znalazła nigdzie Natalii.

Dziewczyna westchnęła i spojrzała na biurko, gdzie znalazła jedynie uprzednio położoną tam czystą kartkę. Ze złością wielkimi literami napisała tam słowo „KONIEC”.

– No i proszę, idealnie! Co więcej można napisać o tych trzech wartościach, jeśli nie pustkę?

Miłość, przyjaźń, dobro… gdzie w nich miejsce na pustkę?

– Mam tego dość! – krzyknęła Laura, zgniatając kartkę, a po chwili dodała: – Kimkolwiek jesteś, wyjdź natychmiast ze swojej kryjówki, bo to nawet nie jest śmieszne!

Odpowiedziała jej cisza.

– Wygląda na to, że dzisiaj już nic nie wymyślę sama… może Jagoda podsunie mi jakiś pomysł?

Jagoda była razem z Laurą w klasie. Można było powiedzieć, że są najlepszymi przyjaciółkami, jednak stosunki między nimi nie zawsze były tak ciepłe, jak być powinny.

Piętnastolatka włączyła laptopa, a potem przeglądarkę i portal społecznościowy. Jagoda była online, więc od razu zaczęła pisać i w miarę upływu czasu na czacie zaczęły pojawiać się kolejne ich wypowiedzi.

Laura: Hejka!

Jagoda: Cześć, coś się stało?

Laura: A tam, siedzę nad opowiadaniem na konkurs.

Jagoda: A, to. Próbowałam coś napisać, ale słabo mi to wychodzi.

Laura: I komu ty to mówisz?

Jagoda: Też nie możesz nic wymyślić?

Laura: Dziwię się, że ten konkurs ma jakichkolwiek uczestników. Na ten temat NIE DA się nic wymyślić!

Jagoda: No aż tak źle nie jest… mam jakieś tam pomysły.

Laura: A masz coś, czym mogłabyś się podzielić?

Jagoda: Raczej nie. Wszystkie pomysły mam zamiar wykorzystać w swoim opowiadaniu.

Laura: No weź, mi nie pomożesz?

Jagoda: Sorka, nic dla ciebie nie mam.

Laura: A te twoje pomysły?

Jagoda: Pisałam ci przecież, że sama je wykorzystam.

Laura: Ale jeden mogłabyś odstąpić.

Jagoda: Żeby napisać coś porządnego, będę potrzebować je wszystkie. Nie możemy pisać o dokładnie tym samym!

Laura: Taka z ciebie przyjaciółka…

Po tej wypowiedzi, dziewczyna natychmiast wyłączyła czat.

– Co to za przyjaciółka, jeśli nawet nie chce pomóc! Jestem przekonana, że ma tonę pomysłów, których nie wykorzysta, tylko boi się, że ja mogę wygrać, jeśli mi pomoże! Ale ja coś wymyślę!...

P-przyjaźń…

– A jakby tego nie było dość, w moim pokoju są jakieś duchy! Czy mogło w ogóle być gorzej?!

Nie mogąc znaleźć ujścia dla własnych emocji, Laura ruszyła w stronę pokoju Natalii, aby jej nieco podokuczać. Niestety okazało się, że siostry tam nie ma.

– Pewnie siedzi koło mamy i skarży, jaka to niby ja jestem okropna! Żeby chociaż raz spojrzała na siebie!

Laura zerknęła na zegarek. Była już siedemnasta, a ona nadal nie napisała choćby jednego sensownego słowa. Padła wymęczona na łóżko i mruknęła:

– Może we śnie nawiedzi mnie jakaś inspiracja…

***

Natalia wcale nie poszła skarżyć do mamy, lecz zwyczajnie poszła na spacer. Mieszkali w spokojnej okolicy, gdzie puszczanie dziesięcioletniego dziecka samego było rzeczą zwyczajną.

Edna była blondynką ze słabością do słodyczy, więc skoro tylko udało jej się wygrzebać drobne ze wszystkich możliwych miejsc, takich jak kieszenie zimowych, teraz nienoszonych kurtek czy dziura w fotelu, natychmiast ruszyła do sklepu, zastanawiając się, co kupi. 5,24 złotych może i nie było bogactwem, ale powinno starczyć na coś sensownego.

Natalia przyglądała się wszystkich budynkom, nie myśląc wcale o siostrze. Już dużo ciekawsza była dla niej kwestia tego, że przecież wczoraj rynna domu numer 30 nie była aż tak wykrzywiona, a drzwi domu państwa Nerockich były lekko uchylone.

Zwykle w sobotę spotkanie kogokolwiek na ulicy było raczej rzadkością. Większość mieszkańców ulicy Drobnej w weekend jechała do jakiegoś większego miasta lub po prostu zamykali się w domach i z nich nie wychodzili. Dlatego dziesięciolatkę tak bardzo zaskoczył widok jakiegoś chłopaka po drugiej stronie ulicy. Szedł w kierunku przeciwnym do niej, ze zwieszoną głową i dłońmi w kieszeniach. Sprawiał wrażenie może o rok starszego lub może nawet w tym samym wieku. Natalia przyjrzała mu się nieco. Trochę przypominał jej Edmun…

Blondynka natychmiast przerwała ten tok rozumowania. Żadnego Edmunda nigdy nie było, nie ma i nie będzie!

A jednak… wspomnienia czasem tak trudno po prostu usunąć…

***

Laurze śnił się najgorszy ze wszystkich możliwych snów – ciemność i pustka. Nie było tam dosłownie nic poza nią samą. Dziewczyna od razu spostrzegła, że nie ma tam nawet grawitacji i może dowolnie unosić się w każdym kierunku. Zaczęła machać rękami, próbując latać, ale średnio jej to wyszło.

P-proszę… pomocy!...

– No, proszę, proszę, nasze duchy znów dają o sobie znać! – mruknęła ponura Laura.

Wtem w jej głowie zrodziła się niepokojąca myśl. Dotąd cały czas stwierdziła, że ten tajemniczy głos naprawdę jest czyimś żartem… ale niby jak ktoś mógł manipulować jej snem?

– Kimkolwiek jesteś, przedstaw się wreszcie! Ile można się tak czaić?!

J-ja… nie mam imienia…

– No, przynajmniej w końcu dostałam od ciebie jakąś sensowną odpowiedź! – stwierdziła Laura, a po chwili dodała: – Nawet jeśli nie masz imienia, na pewno możesz mi coś o sobie powiedzieć!

J-ja… umieram…

Szatynka na pewno nie spodziewała się takiego odzewu.

– To by wyjaśniało, dlaczego potrzebujesz pomocy… a więc, w czym mogę ci pomóc? – spytała Laura, uznając, że skoro tajemniczy ktoś mówi tak bardzo niezrozumiałe rzeczy, na pewno jest jedynie zwykłym elementem jej snu.

Możesz… mnie… uratować…

– Więc od razu dostałam status głównej bohaterki tego snu? – westchnęła Laura i pokiwała przecząco głową.

To nie jest… sen…

– Nie sen? – zapytała zaskoczona szatynka, po czym rozbawionym głosem spytała: – Jeśli nie sen, to co?

P-próba… próba komunikacji…

Laura nie wytrzymała i zaśmiała się otwarcie.

Wizja… wizja tego, czego nie powinnaś widzieć…

– Cóż, jeśli nie powinnam tego widzieć, to co ja tu robię?

Milczenie trochę zbiło szatynkę z tropu, ale kontynuowała:

– No, to niby w jaki sposób mogę cię uratować?

Miłość… przyjaźń… dobro…

– Proszę cię, nie mogę uratować kogoś za pomocą wielkich idei i pojęć, które nie istnieją w realnym świecie!

Dowody… dowody na choćby resztki miłości, przyjaźni i dobra…

W tym momencie Laura przeraziła się nie na żarty, bo tuż przed nią pojawiła się jakaś zamazana postać, od której słabo pulsowało nikłe białe światło, jakby gasnące z każdą sekundą. Zapewne w innej sytuacji nie poczułaby aż tak wielkiego strachu, jednak wygląd tej sylwetki, nawet pomimo jej rozmycia, wzbudzał w niej olbrzymie przerażenie. Postać nosiła długą szatę, która zapewne niegdyś była biała, lecz teraz byłą jedynie cała w ciemnych plamach. Jej prawa ręka była tak czarna, jakby zanurzyła ją w smole – nawet kapała z niej jakaś ciemna ciecz. Lewa ręka zaś była cała poparzona, tak samo jak obie nogi. Nos był połamany, leciała z niego krew. Na całym ciele dało się dostrzec liczne siniaki i rany. Największe wrażenie na Laurze zrobiły jednak… skrzydła? Tak, kiedyś białe, teraz szarawe skrzydła. Jedno z nich było całkiem złamane, drugie zaś pokryte tą samą cieczą, co prawa ręka. Szatynka po ujrzeniu tego obrazu zrobiła krok do tyłu i zakrzyknęła:

– Kim… kim jesteś?!

W tej chwili… jestem nikim… ale ty możesz to jeszcze odmienić, abym z powrotem był tym, kim byłem kilka lat temu…

Laura próbowała sobie wmówić, że to przecież tylko sen i nie ma się co przejmować, jednak widok tych ran natychmiast wywoływał u niej odruch wymiotny.

Proszę… uratujesz mnie? Pomogę ci… na tyle, na ile będę mógł…

– Ale kto… kto ci to zrobił?

Postać milczała.

– Kto… kto mógł zrobić ci coś tak okropnego? Nawet jeśli to sen, żądam odpowiedzi!

Cisza.

– Proszę, powiedz mi! – głos Laury przybrał błagalny ton.

To ty mi to zrobiłaś, Lauro Grypieńska. Sama, bez żadnej pomocy…

Szatynka zrobiła kolejny krok do tyłu.

– C-co… co masz na myśli?

Dalej Laura zapamiętała już tylko spojrzenie smutnych, zielonych oczu, wyglądających identycznie jak jej własne.

***

Natalia wracała do domu z rękami w kieszeniach wypchanymi cukierkami, z truskawkową gumą w buzi i naciągniętym na głowę kapturem w taki sposób, aby nie widzieć nikogo idącego po drugiej stronie ulicy. Nie miała ochoty na kolejną falę nieprzyjemnych wspomnień.

Wtem do uszu blondynki doszedł krzyk pochodzący z ich mieszkania. Nie było żadnych wątpliwości – to był głos jej starszej siostry. Natalii raczej to nie wzruszyło. Co prawda w domu nikogo nie było, bo rodzice pojechali na zakupy, ale niby co poważnego mogłoby się stać? Poza tym blondynka nie mogła być nawet pewna, czy to nie jest przypadkiem jakiś nieśmieszny żart ze strony Laury. Z nią wszystko było możliwe.

Natalia wchodziła po schodach powoli, uważając, aby żaden cukierek nie wypadł z kieszeni. Gdy w końcu udało jej się wdrapać na trzecie piętro pod mieszkanie nr 6, gdzie mieszkali, nie spieszyła się także ze ściąganiem butów i kurtki. W końcu skierowała swoje kroki w stronę pokoju siostry, licząc, że będzie mogła go szybko opuścić. Gdy otworzyła drzwi, ujrzała Laurę leżącą na podłodze koło łóżka i wpatrującą się przerażonym wzrokiem w jeden punkt.

– No i co analfabetko, teraz nie możesz nawet normalnie spać?

Szatynka na te słowa gwałtownie podniosła wzrok, tak że jej siostra przestraszyła się i podskoczyła. Zaraz jednak Laura otworzyła oczy szeroko i wskazała drżącym palcem jakiś punkt koło Natalii, dukając coś pod nosem.

– Czy ty już do cna zwariowałaś? Myślałam, że nie można być bardziej szalonym, a tu proszę, niespodzianka! – stwierdziła blondynka, czując się dość nieswojo przy takim zachowaniu starszej siostry.

– Kto… to…? – Natalii w końcu udało się cokolwiek zrozumieć z dukania szatynki.

– To ja, twoja mądrzejsza siostra – odrzekła blondynka, rozumiejąc z tego wszystkiego coraz mniej.

Laura pokiwała przecząco głową, jakby pokazując, że sama rozumie niewiele więcej. Tego już Natalia nie wytrzymała i jak najszybciej ulotniła się z pokoju. Na wszelki wypadek postanowiła sprawdzić w Internecie numer telefonu do lekarza psychiatry lub chociaż psychologa.

Szatynka tymczasem wpatrywała się w drzwi za wychodzącą siostrą, nie wierząc w to, co właśnie widziała.

Otóż w chwili, gdy Natalia weszła do pokoju, Laura ujrzała tuż koło niej jakąś postać bardzo przypominającą tą z jej snu. Ta na jawie była jednak w dużo lepszym stanie – skrzydła stały prosto, nie było śladów smołopodobnej cieczy, biała szata była czysta, jedynie na prawej ręce dało się dostrzec kilka oparzeń. Poza tym, jej oczy wyglądały jednakowo jak oczy Natalii. Kiedy blondynka opuściła pomieszczenie, tajemnicza postać udała się od razu za nią, unosząc się na niewielkiej wysokości nad ziemią.

Pewne było, że jej siostra żadnej postaci nie widziała, a i Laura nie potrafiła uwierzyć swoim zmysłom. Ale jeśli to, co zobaczyła, było tylko zjawą…

Szatynka zaczęła poważnie zastanawiać się nad tym, czy nie jest jej potrzebne leczenie i że ten numer do psychiatry nie jest wcale takim złym pomysłem.

Pamiętaj… choćby najmniejsze dowody na miłość… na przyjaźń… na dobro…

– To znowu ty? Ty mnie w to wszystko wplątałeś, więc masz mnie teraz wyplątać! – krzyknęła Laura. Chwilę potem zniżyła głos, bojąc się, aby nie dosłyszeli jej sąsiedzi i spytała: – O co w tym chodziło?

Pomagam ci… na tyle, na ile mogę…

– Powodowanie halucynacji jakoś w żaden sposób nie pasuje mi do definicji „pomocy”! – mruknęła zirytowana szatynka.

To n-nie są… halucynacje…

– Więc jak inaczej mam nazwać człowieka ze skrzydłami pojawiającego się znikąd koło Edny?! – zdenerwowała się Laura, nie rozumiejąc już kompletnie, co jest snem, a co jawą.

Brak odpowiedzi.

Szatynka westchnęła i zerknęła na biurko, gdzie leżała jedna pusta kartka.

– Mam ważniejsze rzeczy do roboty niż martwienie się o własne koszmary… czas w końcu napisać to nijakie opowiadanie!

Laura z nieukrywaną satysfakcją złapała za długopis, mając nadzieję, że żadne dziwne zdarzenia nie pojawią się już do końca tego dnia. Myliła się.

***

Natalia siedziała sama w pokoju, czekając na powrót rodziców. Sama nie wiedziała, czy powinna opowiedzieć im o podejrzanym zajściu z siostrą – raczej jej nie uwierzą i przyjmą to jako jeden z ich głupich żartów. W końcu koło dziesiątej wieczorem wrócili do domu.

Dla sióstr taka godzina ich powrotu nie była niczym dziwnym czy nadzwyczajnym. Rodzice często spędzali razem czas w weekend. Niejednokrotnie próbowali również zabierać je gdzieś ze sobą, ale one wolały siedzieć w domu i zajmować się swoimi sprawami.

Próby pisania Laury przerwało błyskawiczne wtargnięcie Natalii i krótkie stwierdzenie, że kolacja gotowa. Szatynka jęknęła. W przeciągu tych kilku godzin nie udało jej się dalej napisać NIC, dosłownie NIC sensownego!

Zrezygnowana, Laura wstała od biurka i ruszyła do kuchni.

Na kolację nie było nic nadzwyczajnego – ot, zwykłe kanapki, tyle że bez mięsa ze względu na piątkowy post. Gdy jednak szatynka weszła do pokoju, w którym wszyscy już czekali, myślała, że dostanie zawału lub przynajmniej zemdleje.

No bo dlaczego teraz w pomieszczeniu znajdowała się nie jedna, nie dwie, ale aż trzy tajemnicze postacie ze skrzydłami?

Jedną z nich Laura widziała już wcześniej przy siostrze, dwie pozostałe jednak wyraźnie różniły się od tych dotąd ujrzanych. Były od nich wyższe, ale przede wszystkim zwyczajnie bardziej zadbane. Na ich szatach nie dało się dostrzec nawet malutkiej plamki tamtej czarnej mazi, a na ich skórze nie było choćby śladu jakiegokolwiek oparzenia czy rany. Poza tym dwie większe postacie były… uzbrojone? No tak, uzbrojone! Jak inaczej określić to, że jedna z nich miała przy sobie łuk (jednak bez strzał), zaś druga z nich trzymała przy boku miecz?

Szatynka oparła się o ścianę, aby nie upaść. Błyskawicznie złapała kilka kanapek, wymyśliła wymówkę o tym, że ma bardzo dużo pracy i zje kolację w pokoju, po czym pędem ruszyła do swojego pokoju, gdzie z trzaskiem zamknęła drzwi.

Natalia skwitowała to krótkim: „Tak robiła cały dzień!”.

***

Laura nie była pewna, która była godzina, gdy usłyszała ciche pukanie do drzwi. Było to dość dziwne, bo zwykle nikt do niej nie pukał – rodzice byli rodzicami i wchodzili, kiedy chcieli, a siostra nie miała do niej nawet krzty szacunku, więc nie zaprzątała sobie głowy pukaniem. Gdy nikt nie wchodził przez dłuższą chwilę, a pukanie powtórzyło się, szatynka wstała od biurka (gdzie dalej próbowała coś napisać, bezskutecznie) i otworzyła drzwi.

Po drugiej stronie delikatnie nad ziemią lewitowała skrzydlata postać o oczach Natalii.

– Musimy porozmawiać – zabrzmiało w pokoju. Poważny ton wywołał u Laury dreszcze, ale prawie niewidocznym gestem ręki zaprosiła postać do środka, po czym zamknęła drzwi.

– Co dokładnie ci powiedział? – spytała na wstępie tajemnicza osoba.

– Kto? – odparła pytaniem na pytanie szatynka, nie rozumiejąc już zupełnie nic, jakby ten dzień nie był już dość zakręcony.

– Dobrze wiesz, o kim mówię. Chyba że nie powiedział ci nawet tego, kim jest… – postać nie podnosiła głosu, jednak dalej utrzymywała ten patetyczny ton.

– Jeśli chodzi o tego skrzydlatego człowieka z mojego snu, to nie wiem o nim właściwie nic – oświadczyła Laura, starając się ukryć drżący głos.

– I wszystko na mojej głowie, jakby to on nie był starszy, tylko ja! – mruknęła osoba, wzdychając ciężko.

Gdy szatynka w odpowiedzi jedynie niemrawo przytaknęła, uznając, że w jej sytuacji po prostu lepiej przyznawać tej postaci rację i liczyć na to, że sobie pójdzie, skrzydlata postać oświadczyła:

– Zacznijmy od początku: postać z twojego… jak to nazwałaś… „snu” to był twój Anioł Stróż…

– M-mój… An... co…?

– …zaś ja jestem Aniołem Stróżem twojej siostry.

– Mojej siostry… Stróżem… Aniołem…

– Rozumiesz to, co ci dotąd powiedziałem? – spytała niepewnie postać, widząc niedowierzanie w oczach rozmówczyni.

– Mam Anioła Stróża, który prawie nie żyje, bo ja go podobno w jakiś sposób zabijam, a przede mną stoi Anioł Stróż mojej wrednej siostry… chyba rozumiem do tego momentu… – odparła Laura, czując, że jest na skraju szaleństwa.

– Jeśli chodzi o stan twojego Anioła… widzisz, my istniejemy po to, aby chronić ludzi. Oznacza to, że wywieramy na nich bardzo duży wpływ. Działa to jednak w obie strony. Jeśli więc ludzie żyją dobrze, to i nam dobrze się powodzi. Gdy jednak czyjeś postępowanie wyraźnie schodzi na złą drogę, i nasz stan się pogorsza, a w krytycznej sytuacji może dojść także i do naszej śmierci.

Postać kontynuowała po krótkiej przerwie, aby pozwolić Laurze poukładać sobie to wszystko w głowie:

– Twój Anioł Stróż przecierpiał naprawdę wiele przez całe twoje życie. Nic dziwnego, że jest w takim stanie, w jakim ją widziałaś.

– Sugerujesz… że moje życie było tak okropne? – spytała szatynka, czując się nieco obrażona słowami rozmówczyni.

– Nie muszę nic sugerować. Sama to widziałaś – stwierdził na to Anioł Stróż Natalii.

– A co dzieje się z człowiekiem… gdy jego Anioł Stróż… zginie…?

– Wraz z jego śmiercią, człowiek całkowicie traci zdolność do odróżniania dobrego od złego. Innymi słowy, wszystko mu jedno, co robi, byleby nagrzeszyć jak najwięcej tylko się da i skrzywdzić tyle osób, ile tylko się da.

Laura poczuła, że jest jej niedobrze.

Wiedziała, że generalnie nie należy pewnie do najmilszych osób w szkole, ale na pewno nie zależało jej na tym, aby podążyć ścieżką prowadzącą stromo w dół i kończącą się gdzieś między zawodem „złodzieja” a „mordercy”.

Szatynka potrząsnęła przecząco głową. Nie, ta druga opcja była nierealna. Nie może przez coś tak prostego jak śmierć postaci, której przez tyle lat nawet nie widziała i nie wierzyła w jej istnienie, stoczyć się na samo dno i aż tak zatracić w szaleństwie! Przecież jest normalnym człowiekiem… prawda?

– Ale czemu… czemu ja… – Laura czuła, że nie może się wysłowić.

– Chcesz mnie spytać, dlaczego tak nagle zaczęłaś widzieć Aniołów Stróży innych ludzi, podczas gdy twojego nie ma?

Szatynka lekko przytaknęła.

– Tę umiejętność dał ci właśnie twój Anioł Stróż… prawdopodobnie po to, abyś mogła go uratować.

– Ale…! Co ja mogę…? – krzyknęła zdesperowana Laura, widząc już tylko najczarniejsze scenariusze swojej przyszłości. Zaraz zrozumiała jednak, że dochodzi już północ i przydałoby się nieco ściszyć głos.

– Istnieją trzy słowa, aby odpowiedzieć na to pytanie: miłość, przyjaźń, dobro.

Szatynka poczuła się, jakby ktoś właśnie uderzył ją młotkiem w głowę.

– Ale te wartości…! One…!

– Już dość słyszałem twoje nonsensu. Wiem, że uważasz, że nie istnieją. Ale jeśli uda ci się znaleźć odpowiedź na to, co tak naprawdę kryje się za tymi trzema wyrazami, będziesz mogła uratować swojego Anioła Stróża.

– I jak niby mogę to zrobić?...

– Musisz znaleźć dowody na choćby resztki miłości, przyjaźni i dobra w samej sobie lub w twoim najbliższym otoczeniu. Tyle mogę ci powiedzieć.

Po tych słowach, Anioł Stróż Natalii wstał i wyszedł, pozostawiając Laurę w głębokim osłupieniu.

***

8 kwietnia 2017, godzina 8:40

Rodzice, jak zwykle w sobotę, pojechali do parku, więc zostałam sama z siostrą w domu. Miałam nadzieję, że nie zrobi mi takiej awantury, jak wczoraj, ale niestety moje życzenie się nie spełniło. Gdy poszłam do jej pokoju, aby powiedzieć, że rodzice już wyszli, leżała na swoim łóżku – leniwa jak zwykle. Na moje stwierdzenie ona oświadczyła (tu cytuję): „Myślałam, że nie ma osoby straszniejszej od ciebie. A jednak. Podziękuj swojemu Aniołowi Stróżowi za napędzenie mi stracha i powiedz mu, że mógłby pisać świetne horrory”. Ja wiedziałam, że Laura kiedyś w końcu całkiem oszaleje, ale nie sądziłam, że tak gwałtownie i aż tak bardzo. Nawet ona nigdy nie była aż tak nienormalna, by mówić takie rzeczy. Zaczynam poważnie rozważać skorzystanie z tego numeru do psychiatry, który wczoraj znalazłam, ale jeszcze się na chwilę wstrzymam. Nie robię tego jednak dla siostry – ją mogliby zabrać. Bardziej dla rodziców, których mi trochę szkoda, bo tak się starali ją wychować, a ona i tak wyrosła na niedojdę. Może jeszcze się nieco ogarnie i będzie tylko tak postrzelona, jak zwykle…

Godzina 8:49

…a jednak nie. Właśnie wybiegła z domu i powiedziała, że idzie do pani Czerkowskiej, tej staruszki spod dwunastki. Nigdy nie widziałam, aby z nią rozmawiała – co jej strzeliło tak niespodziewanie do głowy?

***

Laura nie mogła zmrużyć oka przez całą noc. Przez cały czas zastanawiała się nad słowami obu Aniołów Stróży, nad ich wyglądem i zachowaniem, nad ich radami…

Kiedy koło 2 w nocy rzuciła w przestrzeń pytanie o to, ile czasu jej zostało, była przekonana, że usłyszała gdzieś cichy szept mówiący o tym, że wszystko musi zostać zakończone przed poniedziałkiem.

Miała tylko weekend, tylko dwa dni!

Co powiedział Anioł Stróż Edny? Że musi dowiedzieć się, co tak naprawdę jest ukryte za tymi trzema słowami – miłością, przyjaźnią i dobrem, czyli znaleźć dowody na nie w samej sobie lub swoim najbliższym otoczeniu.

Szatynka bardzo długo zastanawiała się, gdzie mogłaby znaleźć którąkolwiek z tych wartości. Skoro miłość była wciąż wymieniana jako pierwsza, to właśnie ją zaczęła wpierw rozważać. Z góry wykluczyła opcję szukania miłości dla samej siebie – nie chodziło o to, że wcale nie interesowała się chłopakami, lecz po prostu ukochany znaleziony w kilka godzin nie mógłby być raczej nazwany prawdziwą miłością. Przez chwilę rozważała zajęcie się miłością rodziców, ale tam nie było nic dla niej do roboty – mama i tata byli właściwie wzorem idealnej pary, która dba o swoje dzieci, jednak te raczej niezbyt dbają o nich i uważają spędzanie czasu z nimi jako „obciach”. Potem do głowy wpadł jej pomysł rozważenia miłości właśnie między dziećmi a rodzicami, ale niestety i ta koncepcja szybko upadła – ojca i matki nie było przecież w domu.

W końcu Laura wpadła na szalony pomysł. Bardzo szalony pomysł.

Jedyny przykład miłości, jaki udało jej się znaleźć w całej swojej dotychczasowej historii, była więź między Edmundem a Natalią. Co prawda jej młodsza siostra wyraźnie utrzymywała, że to tylko przyjaźń, ale nie dało się ukryć, że była to taka maleńka miłość między dziećmi. A fakt, że się do tego nie przyznawała, jedynie potwierdzał całą teorię.

Laura wiedziała natomiast, że zrobienie czegokolwiek z tą więzią będzie niezwykle trudne. Po pierwsze, wyśmiała to wszystko Ednie w twarz, więc jej siostra raczej nie będzie skłonna choćby porozmawiać z Edmundem. Po drugie, nie było nawet wiadomo, dokąd Edmund się przeprowadził.

I to w tym momencie szatynka przypomniała sobie o pani Magdalenie Czerkowskiej z mieszkania nr 12. Staruszka mieszkała w ich kamienicy dużo dłużej od jakiegokolwiek innego lokatora i wiedziała bardzo wiele o nich wszystkich. Całkiem prawdopodobne, że znała również aktualną lokalizację Edmunda i jego rodziny.

Laura najpierw zapukała do drzwi delikatnie. Gdy jednak nie było odpowiedzi, uderzyła dużo bardziej stanowczo. Od razu usłyszała kroki po drugiej stronie, a sekundę później do jej uszu doszedł odgłos zgrzytającego klucza w zamku. Zaraz potem drzwi były już szeroko otwarte i stała w nich pani Czerkowska we własnej osobie.

Staruszka na oko miała koło siedemdziesiątki. Mimo już siwych włosów, wciąż ubierała się w kolorowe suknie pasujące bardziej licealistkom na imprezach niż kobiecie w jej wieku.

– Dzień dobry. Czy mogłabym panią o coś spytać? – rzekła na wstępie Laura, chcąc jak najszybciej przejść do konkretów i zakończyć cały ten absurd poszukiwania nieistniejących wartości.

Pani Czerkowska wpierw zmarszczyła brwi, jakby próbując przypomnieć sobie twarz dziewczyny. Aby wszystko przyspieszyć, szatynka błyskawicznie pospieszyła jej z pomocą:

– Jestem Laura Grypieńska. Z mieszkania numer 6.

– No przecież wiem – burknęła Magdalena.

„Oj, to będzie nieprzyjemna rozmowa…” – jęknęła w myślach dziewczyna.

– Um… jeśli mogłabym… o coś spytać… – spróbowała znów Laura.

– Raczej nie będziemy rozmawiać przez próg! – oświadczyła pani Czerkowska, zapraszając szatynkę gestem ręki mieszkania.

„Raz kozie śmierć!” – dziewczyna próbowała dodać sobie otuchy, ale słabo jej to wyszło. Udało jej się natomiast zmusić siebie do wejścia do środka.

Całe wnętrze pokoju było tak pstrokate, że więc raziło w oczy. Na szczęście pokój gościnny, do którego Magdalena zaprowadziła Laurę, miał dużo bardziej wyważone ubarwienie – dominowały w nim zieleń i błękit.

Staruszka usiadła na fotelu, zaś dziewczyna zajęła miejsce na kanapie. Szatynka już chciała wyjaśnić, o co jej chodzi, kiedy całkiem niespodziewanie pani Czerkowska zaczęła mówić:

– Takie młode dziewczyny jak ty od razu przypominają mi o czasach, gdy pracowałam w szkole jako psycholożka! O tak, to były czasy! Młodzież przychodziła do mnie w każdy czas, ze wszystkimi swoimi problemami! Ufali mi tak dalece, że nawet zwierzali się ze swoich kłopotów miłosnych! A ty interesujesz się miłością, młoda damo?

Laura natychmiast się speszyła i odparła:

– No cóż, tak osobiście to nie, ale właśnie teraz to mnie zastanawia najbardziej, dlatego chciałabym spytać, czy moż… – Magdalena przerwała jej w pół zdania nagłym okrzykiem:

– Rychło w czas! Jak długo taka piękna dziewczyna mogła nie interesować się chłopakami? Wiedziałam, że na pewno zaczniesz o tym myśleć w swoim czasie!

Nadużywanie wyrazu „czas” przez panią Czerkowską zaczynało nieco denerwować Laurę. Dużo większym problemem było jednak to, że nie pozwalała dojść szatynce do słowa, przez co ta wizyta mogła trwać zdecydowanie zbyt długo.

Dziewczyna spojrzała w stronę wiszącego na ścianie zegara. Wskazywał… trzecią po południu?

– Och, nie sugeruj się tym zegarem. Wskazuje niepoprawny czas – stwierdziła staruszka, zauważywszy obiekt zainteresowania Laury.

– Więc może wie pani, która to już godzina?

– Och, ja już dawno temu zaczęłam ignorować upływ czasu. Czas utracony i tak już nigdy nie wróci.

Chociaż dziewczyna była w dość sporym pośpiechu, nie mogła się powstrzymać i spytała w końcu:

– Dlaczego wciąż używa pani słowa „czas”?

– To jest moja słodka tajemnica – odrzekła pani Czerkowska z takim uśmieszkiem na twarzy, że Laurze zrobiło się nieswojo.

Dopiero w tamtym momencie zauważyła, że przy Magdalenie nie stoi jej Anioł Stróż. Cała sytuacja zaczynała być zdecydowanie zbyt niepokojąca.

– Tak czy inaczej, chciałabym wiedzieć, czy pamięta pani może, dokąd przeprowadziła się rodzina Melewskich, która mieszkała tu trzy lata temu?

– Oczywiście, że tak! – oświadczyła pani Czerkowska i zanim Laura zdążyła cokolwiek dodać, Magdalena oderwała kawałek strony z leżącej na stoliku gazety, zapisała na nim aktualny adres Edmunda i podała go dziewczynie z prostymi słowami: „Proszę bardzo”.

– Dzię… dziękuję… – odpowiedziała nieco niepewnie szatynka, zaskoczona, że poszło tak gładko.

„Chociaż z drugiej strony… ona z taką łatwością przekazuje czyjeś osobiste informacje… aż zaczynam się bać, co opowiedziała innym o mnie…”

***

Godzina 9:01

Laura wróciła już od pani Czerkowskiej z jakimś kawałkiem kartki w ręku. Oby to był telefon do psychologa. Kiedy jej to powiedziałam, stwierdziła, że nasza sąsiadka, u której przed chwilą była, jest psychologiem. Jeśli to prawda, może moja siostra będzie znów tylko tak postrzelona, jak kiedyś?

Godzina 9:13

A jednak nie. Chwilę temu przyszedł listonosz. Gdy tylko wstałam, aby odebrać korespondencję, usłyszałam głośne „Eureka!” z pokoju Laury. To będzie dłuuuugi dzień…

***

Gdy tylko Laura wróciła do domu, zaczęła zastanawiać się nad tym, co właściwie może zrobić z otrzymanym adresem. Okazało się, że Edmund przeprowadził się na dosłownie drugi kraniec Polski, więc dojazd do niego był zwyczajnie niemożliwy. Tylko jak inaczej się z nim skontaktować? Nie było do niego żadnego numeru telefonu, adresu e-mail – nic!

I wtedy przyszedł listonosz. Szatynkę olśniło.

Jest jeszcze jeden stary dobry sposób na to, aby przekazać komuś wiadomość – napisać list! Albo jeszcze lepiej – wysłać paczkę!

Tylko co napisać? I kto ma pisać – ona czy Natalia?

Stwierdziwszy, że Edna zapewne napisałaby same bzdury, Laura sama zasiadła do pisania. Zaraz jednak zrozumiała, że tak naprawdę nie wie nic o więzi łączącej te dwójkę i nie ma nic sensownego, co mogłaby do niego napisać. Musiała dowiedzieć się czegoś więcej. A jedynym źródłem tych informacji była jej siostra…

Dziewczyna niepewnie zapukała do pokoju. Nie bała się właściwie aż tak bardzo rozmowy z siostrą. Dużo większym problemem było to, że na pewno będzie przy niej jej Anioł Stróż. Już sama myśl o konfrontacji z nim przyprawiała Laurę o ciarki.

Natalia nie spieszyła się z otwieraniem drzwi, lecz gdy w końcu to zrobiła, pierwszym ruchem Laury było rozejrzenie się po pokoju. Anioł Stróż jej siostry oczywiście tam był – siedział w kącie, jakby za karę. Szatynka postanowiła, że spróbuje go zignorować i zamiast skupiania się na nim, zwróciła się w stronę Natalii:

– Muszę cię o coś spytać.

– Nie od razu tak poważnie, bo jeszcze pomyślę, że jesteś normalna – rzekła blondynka, siadając na swoim fotelu przy biurku.

– Spójrzcie, kto to mówi! – zakrzyknęła Laura, gotowa przejść do rękoczynów. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie w stronę skulonej skrzydlatej postaci, aby szatynka złagodniała nieco, wzięła głęboki oddech i stwierdziła:

– Muszę z tobą porozmawiać. O Edmundzie.

– Nie mamy o czym rozmawiać. Żegnam – natychmiast odparła Natalia.

– MUSIMY to obgadać. Nie ma takiej opcji, że dam ci spokój, póki nie powiesz mi wszystkiego, czego chcę.

– Wmawiaj to sobie, i tak nic nie powiem – mruknęła blondynka.

– To odpowiedz mi chociaż na jedno pytanie…! Czy ty naprawdę go… czy naprawdę ci na nim zależało? – spytała desperacko Laura, nie chcąc stracić nadziei na znalezienie tego skrawka miłości potrzebnego do pomocy jej Aniołowi Stróżowi.

Natalia zacisnęła pięści, gdy do jej oczu zaczęły cisnąć się łzy. Gwałtownie poderwała się z krzesła i wykrzyczała siostrze w twarz:

– TAK! I JAKIE TO MA DLA CIEBIE ZNACZENIE?! CHCESZ SIĘ ZE MNIE WIĘCEJ ŚMIAĆ?!

– J-ja…

– Masz swoją odpowiedź, teraz spadaj! – wrzasnęła blondynka.

– Ale skoro aż tak ci zależy… dlaczego nie utrzymujesz z nim kontaktu…? – próbowała dalej dziewczyna. Wiedziała, że jeśli siostra nie powie jej czegoś więcej, nie będzie mogła uratować swojego Anioła Stróża, a wraz z tym swojej własnej przyszłości.

– To ty zadajesz mi to pytanie? Nie powinno być przypadkiem odwrotnie?!

Laura otworzyła szeroko oczy.

„Więc jedyny powód, dla którego Edna zerwała swoją więź z Edmundem jest to, że ja ją wyśmiałam…? No tak, oczywiście, że tak! Jak ja mogę być tak ślepa? Czemu tak bardzo się na mnie denerwuje, gdy nazywam ją „Edną”? Oczywiście, że dlatego, bo tak bardzo zależało jej na tym chłopaku, a ja zrobiłam z tego powód do śmiechu!”

Natalia w tym czasie rozmyślań siostry cały czas stała przed nią, jakby czekała na odpowiedź. Laura tymczasem zwróciła wtedy swoją uwagę na siedzącego w kącie Anioła. Zdecydowanie coś było nie tak. Blizna na jego nodze, której Laura wcześniej nawet nie zauważyła, teraz zwyczajnie otworzyła się i zaczęła cieknąć z niej krew.

„Ta blizna musiała powstać w wyniku tego, jak zraniłam Natalię, wyśmiewając Edmunda… a teraz znów się otworzyła… jak mam to rozumieć?”

Rana wyraźnie sprawiała Aniołowi Stróżowi ból, lecz jedyne, co mógł zrobić, to otrzeć ją swoją szatą, co właśnie uczynił. Skoro jednak to niewiele pomogło, urwał kawałek swojego odzienia i użył go do zrobienia trwałego opatrunku. Jak na razie działało.

– J-ja… – Laura próbowała coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły jej w gardle.

Rodzina Edmunda mieszkała w tej kamienicy już wtedy, gdy rodzina Grypieńskich dopiero się wprowadzała. Ani Natalii, ani jej przyjaciela nie było jeszcze wtedy na świecie. Znali się dosłownie od najmłodszych lat. Laura potrafiła przywołać wspomnienia, gdy widziała ich bawiących się razem – najpierw w wieku dwóch lat, potem trzech, czterech, pięciu, sześciu, siedmiu…

– J-ja… – Laura spróbowała znów coś powiedzieć. Dalej bezskutecznie.

Dopiero teraz szatynka zauważyła, że cały ten czas zazdrościła tej dwójce tak silnej więzi.

Więc to dlatego się z nich wyśmiewała…? Z zazdrości…? Bo sama chciała… miłości…?

Mieli dopiero siedem lat, a byli już tak blisko! Laura miała wówczas dwanaście lat, a jej jedyną koleżanką była Jagoda! Nie chodziło o to, że ona nie interesowała się chłopakami, po prostu oni… ignorowali ją…

A ona we własnej osobie po prostu bezlitośnie zniszczyła więź między jej siostrą a Edmundem! I co z tego, że mieli wtedy dopiero po siedem lat, ich miłość była niedojrzała i miała małą szansę przetrwania? Takie uczucie też jest potrzebne!

– Ja… przepraszam… – Laura w końcu wydusiła z siebie to słowo.

Natalia drgnęła wtedy, zaskoczona usłyszeniem tego jednego wyrazu akurat z ust siostry, zaś jej wyraz twarzy diametralnie się zmienił.

– Przepraszam… za te wszystkie złe rzeczy, które mówiłam… za te wszystkie chwile, gdy się z ciebie wyśmiewałam… przepraszam, że nawet nie myślałam nigdy o tym… nawet nie zastanawiałam się nad tym, co czujesz… – wyrzucała z siebie Laura, a w jej oczach całkowicie niespodziewanie pojawiły się łzy.

– I co mi z twoich przeprosin… – mruknęła blondynka, siadając z powrotem na fotelu.

– Ty… to znaczy ja… to znaczy: my wciąż możemy to naprawić! – oświadczyła Laura, podając siostrze kartkę papieru i długopis.

– Śmiesz sobie ze mnie żartować?! Nawet nie mam do niego adr… – zaczęła znów krzyczeć Natalia, jednak przerwała od razu, gdy spostrzegła, że wraz z czystą kartką szatynka podaje jej także skrawek gazety z zapisanym adresem.

Blondynka wzięła od siostry te przedmioty i położyła na biurku. Przez chwilę oddychała ciężko, by w końcu rzec:

– No, to jak mam zacząć…? „Drogi Edmundzie, moja siostra, która – jak dobrze wiesz – jest totalną idiotką, w końcu wpadła na jakiś dobry pomysł!”

Anioł Stróż Natalii patrzył na to wszystko z nieukrywanym zdziwieniem. Oczywiście, że powiedział Laurze, by znalazła dowody na miłość, przyjaźń i dobro i szczerze wierzył, że szatynka weźmie te słowa na poważnie – ale żeby aż tak, aby wprost przyznać się do błędów i to w sposób tak otwarty i przepełniony uczuciami?

Jak widać każdy może się zmienić…

„…nawet jeśli już jest za późno…” – mruknął w myślach Anioł, odwracając wzrok do sióstr i spoglądając wysoko w niebo.

***

Godzina 15:22

Już nic nie rozumiem i nic nie wiem.

Przez kilka godzin razem z Laurą pisałyśmy list do Edmunda. Tak, do TEGO Edmunda! Właściwie wyglądało to raczej tak, że to ja pisałam, wylewając na papier wszystkie swoje uczucia i przemyślenia, podczas gdy moja siostra poprawiała mi wszelkie błędy ortograficzne i inne takie.

Cała ta sprawa była tak… dziwna? Nierealna? No, jakakolwiek by nie była, po prostu bardzo trudno byłoby mi ją opisać w tym dzienniku, więc ograniczę się do prostego zdania:

Może cuda jednak się zdarzają...

***

Rodzice wrócili do domu koło dziesięć po trzeciej, szczęśliwi jak zwykle. Z radością zaczęli opowiadać córkom, jak pięknie jest teraz w parku i następnym razem mogłyby pójść z nimi, aby spędzić razem nieco czasu. Laura i Natalia może i były po ostatnich zdarzeniach nieco bliżej siebie, niż kiedykolwiek dotąd, jednak i tak jednogłośnie stwierdziły, że nigdzie się nie wybierają. Zrezygnowani rodzice wrócili więc po prostu do pracy – tata usiadł do komputera, bo miał coś do skończenia, zaś mama pojechała odebrać jakieś ważne dokumenty.

Uznając, że napisanie listu do Edmunda jest wystarczającym dowodem na miłość, Laura postanowiła przejść do następnego punktu programu, a mianowicie przyjaźni. Miała z tym dużo większy problem, niż początkowo przypuszczała. Skoro jej jedyną przyjaciółką była Jagoda, z którą nie miała najmniejszych problemów, co mogła zrobić dalej? Gdyby to chociaż był dzień powszedni, gdy trzeba iść do szkoły – wtedy mogłaby przynajmniej spotkać się z resztą klasy i spróbować porozmawiać z tymi ludźmi, których zwykle ignorowała. W jej obecnej sytuacji było to jednak niemożliwe.

Postanowiła więc skorzystać z najlepszego źródła informacji – Internetu – aby poszukać informacji na temat przyjaźni. Udało jej się znaleźć kilka nawet ciekawych cytatów, jednak w żaden sposób nie podpowiadały jej, co powinna teraz zrobić. Zrezygnowana zalogowała się na portal społecznościowy. Od razu wyświetlił jej się czat, a dokładniej wczorajsza rozmowa z Jagodą, utrzymana w raczej nieprzyjemnym nastroju.

– I co to za przyjaźń, skoro nawet nie chciała mi pomóc – mruknęła Laura i tylko jeszcze bardziej pogrążyła się w rozpaczy.

Zrobiła już tak wielki krok – napisała z siostrą list do Edmunda! – a nie mogła rozwiązać prostego problemu znalezienia dowodu na przyjaźń?

Ale czym tak właściwie jest przyjaźń…?

– Może wystarczy, że spotkam się z Jagodą i przyjacielsko porozmawiamy? – spytała sama siebie dziewczyna.

Szatynka niepewnie wysłała na czacie zapytanie o to, czy mogłaby wpaść. Przez chwilę siedziała w napięciu, bojąc się, czy nie dostanie negatywnej odpowiedzi. Zaraz odetchnęła wszelako z ulgą, gdy przeczytała krótkie: „Jasne, wpadaj”.

– Tato, idę do Jagody! – zakrzyknęła Laura, ubierając już buty.

– O której wrócisz? – dało się słyszeć z pokoju ojca.

– Nie wiem, na pewno przed dziesiątą – odparła szatynka, otwierając drzwi.

– Do dziewiątej i ani chwili dłużej! – padła odpowiedź.

– Dobrze tato, to pa! – zakrzyknęła na koniec Laura i szybko zamknęła za sobą drzwi, żeby Natalii przypadkiem nie strzelił do głowy pomysł pójścia za nią.

Może i się nieco pogodziły, jednak to nie znaczyło, że pozwoli Ednie wtrącać się w jej sprawy… ani że przestanie nazywać ją starym przezwiskiem (zbyt do niego przywykła), chociaż na pewno postara się to zrobić.

W tamtym momencie natomiast szatynka nie zaprzątała sobie tym wszystkim głowy. Laura pędziła w stronę domu Jagody, gdy wtem usłyszała burczenie własnego brzucha. Przez to całe zamieszanie kompletnie zapomniała zjeść przygotowany przez mamę obiad, a i przecież śniadanie jakoś ją ominęło.

„Trudno, jakoś przeżyję bez jedzenia przez jeden dzień.” – szybko stwierdziła w myślach szatynka, nie zwalniając biegu.

Dziewczyna dobiegła do domu przyjaciółki w rekordowym czasie czterech minut i trzech sekund, po czym energicznie zapukała do drzwi. Dopiero wtedy zaczęło dopadać ją zmęczenie.

Drzwi otworzyła jej zaskoczona Jagoda:

– Weź, nawet nie zdążyłam nieco posprzątać? Co ty, leciałaś tu na skrzydłach?

– Nie wspominaj mi lepiej o skrzydłach – burknęła Laura, łapiąc w końcu oddech.

– Jak chcesz – Jagoda wzruszyła ramionami, po czym wycofała się z powrotem do mieszkania, a w ślad za nią ruszyła Laura.

Środek domu nie różnił się wiele od mieszkania szatynki, jedynie kolory były nieco ciemniejsze – u Laury dominowały biel i żółty, tutaj zaś głównie skupiono się na czerni, brązie i gdzieniegdzie na granatowym.

– Skoro tak tutaj pędziłaś, przypuszczam, że sprawa jest pilna? – spytała Jagoda, siadając na kanapie i to samo uczyniła szatynka.

– No, w pewnym sensie… – stwierdziła Laura, nagle zdając sobie sprawę z tego, że nawet nie wie, o czym mogłyby pogawędzić. Ich rozmowy tak naprawdę zwykle skupiały się omawianiu problemów i spraw innych, co często było zwyczajnym plotkowaniem. Dopiero teraz Laura uświadomiła sobie, jak mało tak naprawdę wie o swojej przyjaciółce. Spróbowała zebrać jak najwięcej informacji:

„Ma piętnaście lat, chodzi ze mną do klasy. Siódmy numer w dzienniku. Jest brunetką, jej włosy są nieco dłuższe od moich. Ma brązowe oczy. Lubi polski, nie lubi biologii. Trochę niższa ode mnie. Ma dwójkę… nie, chwila, a nie trójkę rodzeństwa? Ale siostry czy braci? Trzy lata temu interesowała się jeździectwem i nawet miała w tej dziedzinie sukcesy… ale czy jeszcze jeździ? Coś wygrywa? Co ją w ogóle interesuje? Co lubi robić w wolnym czasie? Jakiej muzyki słucha? Czy lubi czytać książki? Jeśli tak, to jakie? Jak nie, to dlaczego? Może interesuje się malarstwem? A może całkiem czymś innym?... Boże, przecież ja nic o niej nie wiem!”

– Więc co to za sprawa? – spytała Jagoda, przerywają Laurze jej przemyślenia.

– Ach tak… sprawa… – mruknęła szatynka.

Już chciała zacząć próbować coś wyjaśnić, gdy wtem jej wzrok przykuło jakieś światło pulsujące gdzieś koło kanapy. Delikatnie pochyliła się w tamtą stronę – po to, by ujrzeć tam siedzącego Anioła Stróża Jagody.

Jakoś tym razem widok nadprzyrodzonej istoty aż tak jej nie poruszył – zaczynała się do tego powoli przyzwyczajać. Zamiast tego zaczęła porównywać go do wszystkich pozostałych spotkanych już Aniołów. Nie było żadnych wątpliwości, że wyglądał dużo lepiej od jej własnego. Nawet Anioł Stróż Edny w porównaniu z tym wypadał raczej blado. Jego aparycja była wręcz nieskazitelna, przypominająca nieco Anioły jej rodziców. A jednak wyglądał na zasmuconego i pogrążonego w nieprzyjemnych przemyśleniach… dlaczego?

– No? To co to za sprawa? – Jagoda zaczęła się już niecierpliwić.

– Wiesz… tak po prostu się zastanawiałam… że właściwie zawsze, kiedy ze sobą rozmawiamy, to albo plotkujemy o kimś z klasy, albo komentujemy strój anonimowej osoby po drugiej stronie ulicy czy coś takiego… mogłybyśmy ten jeden raz porozmawiać o sobie nawzajem?

Jagoda patrzyła na przyjaciółkę zszokowana jej słowami, zaś siedzący dotąd Anioł Stróż zerwał się nagle na równe nogi, co nie uszło uwadze Laury.

„Czemu aż tak bardzo ich to zaskoczyło? Wiem, że zwykle nie rozmawiamy na takie tematy, ale oni nieco przesadzają…”

– Czekaj, czy ja dobrze zrozumiałam… chcesz porozmawiać o tak po prostu o sobie i o mnie? Tak zwyczajnie? – upewniła się Jagoda, otrząsnąwszy się z pierwszego szoku.

– Dokładnie. Co w tym takiego nadzwyczajnego? – spytała szatynka z nadzieją, że będzie miała okazję zrozumieć postawę przyjaciółki.

– Nie no, nic… no bo widzisz, ty ten… ten tego ten… no wiesz, że ten tego… – zaczęła plątać się Jagoda, wyraźnie unikając odpowiadania na zadane pytanie.

– No dalej Jagoda, jesteśmy przyjaciółkami! Chyba odpowiesz mi na jedno pytanie, co nie?

Brunetka milczała, zaś Anioł Stróż podszedł do Laury i zaczął przyglądać się jej z tak bliska, że dziewczyna mruknęła w jego stronę cicho: „Nie przesadzaj”.

Na te słowa Anioł Stróż Jagody odskoczył. Dopiero wtedy Laura uświadomiła sobie, jak wielki błąd popełniła. Przecież zwykli ludzie nie są w stanie zobaczyć Aniołów, więc tymi dwoma słowami zdradziła, że w jej przypadku doszło do nadzwyczajnej sytuacji.

– No dalej Jagoda, powiedz coś w końcu! – prawie krzyknęła Laura, zirytowana ciszą.

Brunetka pochmurniała z każdą sekundą, podczas gdy jej Anioł Stróż zdawał się rozumieć coraz więcej, lecz nie mówił nic.

– Chcesz, żebym była z tobą w pełni szczera…? – spytała niespodziewanie Jagoda.

– Oczywiście, że tak! Jakżeby inaczej?

Brązowooka spuściła wzrok i wyrzuciła z siebie:

– Muszę ci coś wyznać…

„Co tu się dzieje...? Ja tylko chciałam z nią porozmawiać, aby móc w spokoju odhaczyć dowód na przyjaźń!”

– Co masz na myśli? – spytała natychmiast Laura

Anioł Stróż Jagody zaczął ostrożnie robić małe kroki w kierunku szatynki, jednak zatrzymał się od razu, gdy ta posłała mu wrogie spojrzenie.

– Pamiętasz może… jak się poznałyśmy – spytała nagle brunetka.

– Pewnie. To było na początku drugiego semestru czwartej klasy szkoły podstawowej – odparła zdecydowanie Laura.

– A pamiętasz może jakieś szczegóły…? Jak to było? – dopytywała się Jagoda.

– Jakby to było wczoraj! Zupełnie niespodziewanie zaczęłaś zaczepiać mnie na przerwach. Przyznam, że na początku było to dość denerwujące, ale potem zaczęłam nawet lubić rozmawiać z tobą, no i tak zostałyśmy przyjaciółkami.

– Użyłaś dzisiaj tyle razy słowa „przyjaciółka”, a przez te kilka poprzednich lat nie usłyszałam go od ciebie nawet raz! – oświadczyła Jagoda oskarżycielskim tonem.

„Naprawdę nigdy nie nazywałam łączącej nas więzi „przyjaźnią”…? To jak na to mówiłam?”

– Tak czy siak – kontynuowała brunetka – ja pamiętam dokładnie, w którym momencie polubiłaś rozmowy ze mną.

– Naprawdę? – spytała na głos Laura, ale z jej wyrazu twarzy dało się wyraźnie wyczytać słowa: „To takie rzeczy ktokolwiek pamięta?”.

– Tak. To było wtedy, gdy zeszłam z tematów na temat szkoły, moich czy twoich zainteresowań i innych im podobnych na tematy dotyczące tylko i wyłącznie innych ludzi… w skrócie, na plotki. Innymi słowy, nasza znajomość została zbudowana na plotkach. Czy taką więź można nazwać przyjaźnią?

– Oczywiście, że tak! Jeśli obie spędzałyśmy i dalej spędzamy tyle czasu na wspólnych spotkaniach czy rozmowach, to jak to może nie być przyjaźnią?

Brunetka nic na to nie odpowiedziała. Głos jednak niespodziewanie zabrał jej Anioł Stróż:

– Przyjaźń to coś więcej niż ploteczki i spotkania. Przyjaźń jest wtedy, gdy wystarczy ci już samo to, że ta druga osoba po prostu jest i możesz na niej polegać, a także ona może polegać na tobie. Przyjaźń pojawia się wtedy, gdy znika egoizm i pycha. Przyjaźń to silna więź, której nie może zerwać coś tak prostego jak krótka rozmowa na czacie!

Laura uważnie słuchała wszystkiego, co mówił Anioł Stróż, nie odwracając jednak głowy od Jagody. W końcu dla brunetki w pokoju nie było nikogo poza nimi dwoma i nie usłyszała nawet jednego słowa z tej mowy.

Szatynka chciała spytać Anioła Stróża o wiele rzeczy ale rozumiała, że nie może tego zrobić, póki w pomieszczeniu jest osoba trzecia, a raczej wypraszanie Jagody z jej własnego domu nie wchodziło w grę.

– Przyjaźń jest dla ciebie czymś głębszym niż tylko to, prawda? – zaryzykowała Laura, mając nadzieję, że jej przyjaciółka będzie popierać poglądy własnego Anioła Stróża.

– Przede wszystkim przyjaźń powinna być zbudowana na mocnym fundamencie szczerości – oświadczyła brunetka.

„Mocnym,,, fundamencie… czego? O czym ona teraz mówi?”

Jagoda wzięła głęboki wdech, po czym kontynuowała:

– W pierwszym semestrze czwartej klasy szkoły podstawowej widziałam, jak zawsze byłaś samotna na przerwach. Nikt nie chciał mieć z tobą więcej wspólnego, niż było konieczne. Nawet na większości lekcji siedziałaś sama. Nie mogłam tego znieść. Nie mogłam znieść myśli, że ktoś w klasie jest tak świadomie odrzucany… więc postanowiłam, że postaram się zapewnić tobie relację z jakimkolwiek członkiem klasy – czyli po prostu ze mną – choćby nie wiem jakim kosztem!... Skąd miałam wtedy wiedzieć, że tym kosztem będzie złamanie wszystkiego tego, co dotąd było dla mnie ważne? Nie interesowałaś się rozmowami na temat żadnej pasji, szkoły – nic, tylko plotki o innych, nawet najlepiej nieprawdziwe! A mnie… mnie to się tak bardzo nie podobało… jak ja nienawidzę obgadywać innych! Ale wiedziałam, że jeśli nie będę rozmawiać z tobą na ten temat, znów zostaniesz sama, a ja nie zrealizuję swojego postanowienia… więc wbrew wszystkiego postanowiłam utrzymać tę relację z tobą, nigdy nie nazywając jej przyjaźnią… ja… przepraszam… nigdy nie chciałam ciebie oszukać, to… to nie miało być tak…

Czy w kącikach jej oczu pojawiły się łzy, czy też tylko się Laurze wydawało?

„Więc Jagoda tak naprawdę nigdy mnie… udawała, że mnie wspiera, ale tak naprawdę przez cały ten czas byłam sama, samotna! Złamała dla mnie swoje własne zasady! Ja nawet nie umiem powiedzieć, czy to dobrze, czy źle!”

– Przyjaciele to ci, którzy mogą na sobie polegać – zaczęła Laura. Zrobiła krótką przerwę i kontynuowała: – Czy ty uważasz, że możesz na mnie polegać?

– Ja… ja… – zająkała się Jagoda.

Przez dłuższą chwilę w pokoju panowała niezręczna cisza. Anioł Stróż zerkał raz na swoją podopieczną, raz na Laurę.

Szatynka zacisnęła pięści. Nigdy wcześniej nie czuła, że tak bardzo zależało jej na przyjaźni z Jagodą. Nigdy wcześniej jej tak naprawdę na tym nie zależało. Dopiero teraz, gdy okazało się, że tej przyjaźni naprawdę wcale nie ma, Laurze zaczęło jej brakować.

– Rozumiem… – wyszeptała szatynka, rozumiejąc coraz mniej.

No bo jak zrozumieć to, że Jagoda – jedyna osoba, która zdawała się ją rozumieć – tak naprawdę wszystko to budowała na kłamstwach, bo w rzeczywistości przez cały czas uważała Laurę za osobę niemiłą i  podłą, której jedyną rozrywką są plotki ośmieszające innych?

Krótko mówiąc – Jagoda Laury po prostu nie lubiła, o przyjaźni nie wspominając.

– Dlaczego… czemu nie powiedziałaś mi o tym wcześniej…? – spytała szatynka, gdy do jej własnych oczu zaczęły cisnąć się łzy.

– Bo gdybym to zrobiła, znowu byłabyś samotna!

– A czy tak czy siak nie byłam samotna?! – krzyknęła Laura, nie wytrzymując już tego ładunku emocjonalnego.

– Przynajmniej miałaś z kim poplotkować… – zaczęła Jagoda, ale szatynka natychmiast jej przerwała:

– Jakby to miało dla ciebie jakieś znaczenie! Nie chciałaś, żebym była samotna – ale czy naprawdę chodziło ci o mnie? Czy może o dobry wizerunek całej klasy? No bo jak wyglądałaby nasza klasa, gdyby jedna osoba byłą odrzucona? Hańba na całą szkołę, potem tysiące problemów na głowie wychowawcy! Powiedz szczerze – o co ci chodziło?!

Jagoda zamknęła oczy na chwilę, oddychała ciężko. Gdy je otworzyła, oświadczyła z pełną determinacją:

– Idealnie wszystko wypunktowałaś. Nie jesteś tak głupia, na jaką wyglądasz i nie tak łatwo cię zmylić tanimi wymówkami i udawanym smutkiem, hm? Tak właśnie było, jest i będzie! Nikt nie chciałby się przyjaźnić z taką wredotą jak ty!

„Ona… czy ona mnie…?”

Laura kątem oka spostrzegła, że nagle na policzku Anioła Stróża Jagody pojawiła się spora szrama.

Szatynka próbowała powstrzymać cieknące łzy, ale było to niemożliwe. Z płaczem wstała z kanapy i ruszyła w stronę wyjścia. Przed drzwiami zatrzymała się jeszcze, odwróciła w stronę dawnej „przyjaciółki” i wrzasnęła:

– Nienawidzę cię! Już lepiej byłoby, gdybyś zostawiła mnie w spokoju!

Trzaśnięcie drzwiami rozniosło się po całej ulicy.

***

Laura biegła do domu jeszcze szybciej, niż wcześniej pędziła w stronę mieszkania Jagody. Starała się powstrzymać łzy, ale było już za późno.

Szatynka weszła do domu najciszej, jak tylko mogła, aby nie zwrócić niczyjej uwagi i przywrócić siebie do porządku, nim ktokolwiek ją zauważy. Błyskawicznie zdjęła buty i już chciała ruszyć do łazienki, gdy wtem spostrzegła, że przez cały ten czas obserwował ją Anioł Stróż Natalii.

– J-ja… – zająkała się Laura, nie wiedząc zbytnio, co powiedzieć.

Anioł milczał.

– Nie obchodzi mnie, co sobie teraz myślisz! – wybuchła niespodziewanie Laura, a chwilę potem dodała: – Nie obchodzi mnie już, co ktokolwiek myśli!

Wraz z tym okrzykiem, szatynka wyminęła Anioła Stróża i wcisnęła się do łazienki. Zaraz potem w przedpokoju pojawiła się Natalia, która usłyszała krzyki siostry. Gdy spostrzegła, że nikogo nie ma w pomieszczeniu, zaczęła się zastanawiać, czy już sama nie ma teraz omamów.

Laura siedziała w łazience tak długo, że jej mama zdążyła w tym czasie wrócić do domu. Skoro tylko szatynka ogarnęła się nieco, natychmiast zamknęła się w pokoju. Kiedy mama zauważyła, że starsza córka nie zjadła obiadu, natychmiast udała się do niej. Gdy spostrzegła zamknięte drzwi, zapukała delikatnie. Z drugiej strony rozległ się krzyk: „Nic mnie to nie obchodzi, cokolwiek chcecie mi powiedzieć!”. Weronika – bo tak nazywała się mama Laury – raczej nie czuła się zbytnio przekonana tymi słowami i uchyliła drzwi. Szatynka leżała na łóżku, wpatrując się w sufit. Wszystkie zabiegi wykonane przez nią w łazience były o tyle skuteczne, że nie dało się już stwierdzić, czy wcześniej płakała.

– Wszystko dobrze? – spytała mama Laury na wejściu, chociaż oczywiste było, że odpowiedź jest przecząca.

– Idealnie – odburknęła szatynka, nie siląc się nawet na nadanie swojemu głosowi przekonującego tonu.

– Nie chcesz może porozmawiać? – zaproponowała Weronika.

– Zostaw mnie w spokoju! – wrzasnęła Laura, tracąc całą cierpliwość. Gdy jednak jej mama dalej stała w drzwiach, rzuciła w jej stronę poduszką. Nie trafiła.

– Nie zjadłaś obiadu – zauważyła Weronika.

– Trudno – odparła dziewczyna, przygotowując się do rzutu drugą poduszką.

Mamie wyraźnie starczyło emocji jak na jedna rozmowę i wycofała się, nim Laura zdążyła wykonać kolejny ruch.

Skoro tylko drzwi zamknęły się za Weroniką, szatynka zaczęła rozmyślać na głos:

– Więc co mam zrobić teraz? Okazuje się, że moja przyjaciółka wcale nie była moją przyjaciółką i nie mam żadnych poszlak co do tego, co mogłabym zrobić teraz! Niby gdzie ja mam znaleźć jakiekolwiek dowody przyjaźni w tak krótkim czasie? Żeby chociaż wiedzieć, czym w ogóle ta przyjaźń jest! Mówiłam, że nie istnieje – no przecież, że mówiłam, że te trzy wartości nie istnieją, a tu jakieś Anioły Stróże próbują mi wmówić, że jest inaczej! No, to macie swój dowód – na to, że przyjaźni NIE MA! O Boże, dlaczego to musi być takie skomplikowane?!

Laura poczuła nagle coś dziwnego, czego nawet nie potrafiłaby opisać. Było to tak, jakby jej Anioł Stróż próbował jej podpowiedzieć, że właśnie w tej chwili jest na dobrej drodze do znalezienie rozwiązania. Postarała się w pamięci prześledzić to wszystko, co powiedziała, jednak nie znalazła tam żadnej poszlaki, która mogłaby pomóc jej zakończyć to wszystko.

– O czym ja rozmyślałam przez cały ten czas? Że nie mam przyjaciół? Że przyjaźń nie istnieje? Niby jak takie myśli mają mnie poratować w mojej sytuacji?!

Szatynkę zupełnie niespodziewanie olśniło. Sama nie była pewna, skąd biorą się te jej nagłe olśnienia w ostatnich dniach.

– Moje ostatnie zdanie… to, przy którym odczułam to coś dziwnego… powiedziałam „O Boże, czemu to jest takie skomplikowane” czy coś w tym stylu. Może… może tu nie chodzi wcale o te wszystkie słowa niosące ze sobą główną treść… może mojemu Aniołowi chodzi o to krótkie „o Boże”…?

Poczucie dziwnego ciepła w okolicy serca Laura odebrała jako potwierdzenie.

– No i co ja mam z tym zrobić? Co Bóg ma z tym wszystkim wspólnego? Bóg ma do przyjaźni tyle, co piernik do wiatraka!

Brak jakiejkolwiek odpowiedzi. Laura westchnęła.

– Dobra, może pomodlę się chwilę. To i tak nic nie da, ale będziesz zadowolony?

Znowu to ciepło przy sercu.

– Jasne… jakby nie miała nic lepszego, na co mogłabym marnować czas…

Szatynka uklękła na podłodze przed krzyżem zawieszonym nad drzwiami. Przeżegnała się (cud, że jeszcze pamiętała, jak to się robi!) i przez chwilę po prostu tkwiła w takiej pozycji, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.

– No to ten… Panie Boże… dawno żeśmy nie rozmawiali… no… to pewnie wiesz, co tam się u mnie dzieje, prawda? Nie musze wszystkiego opowiadać? Pewnie, że wiesz, z góry wszystko świetnie widać. To ten… byłoby miło, jakbyś mógł mi nieco pomóc. Um… jakbyś mógł. Wiesz, ja się nie narzucam czy coś, no ale naprawdę nie miałabym nic przeciwko, gdybyś się trochę wtrącił. Tak… tak chociaż troszeczkę. No ten tego… no wiesz. To by było na tyle.

Laura już chciała wstać, jednak czuła, że coś trzyma ją na kolanach przy ziemi, a w głowie niespodziewanie pojawia się krótkie słowo „różaniec”.

– Oszalałeś?! Nie spędzę kilkudziesięciu minut na odmawianiu w kółko tej samej modlitwy! Dobrze wiesz, że mam ważniejsze sprawy do załatwienia!

Szatynka nie dostała żadnej odpowiedzi.

– Czemu ty musisz być taki uparty? Czy wszystkie Anioły takie są?

Cisza.

– Ech, niech ci będzie! Ale pamiętaj, że to o twoją śmierć chodzi!

Laura nie pamiętała zbytnio, jaki były porządek modlitw odmawianych przed dziesiątką zdrowasiek, więc przeszła od razu do tej części. Jej myśli jednak szybko zaczęły odlatywać w inną stronę, aby potem wrócić do modlitwy, przez co wyszedł z tego spory chaos.

– Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus… no i co ja mam zrobić z tą przyjaźnią? Czy nie ma już żadnego rozwiązania?... Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi… a może powinnam jak na razie zająć się kwestią dobra, a dopiero potem wrócić do wartości przyjaźni? To też jest jakieś rozwiązanie… teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen… ale tak czy siak będę musiała rozwiązać ten problem! Skąd mam tak nagle wytrzasnąć przyjaciela?... Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą… jaka jest w ogóle definicja przyjaźni? Czym mam się kierować?... Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus… chwila, przecież Anioł Stróż Jagody mówił coś o przyjaźni… tylko co to było? Jak on to powiedział?... Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi… to było tak: „Przyjaźń jest wtedy, gdy wystarczy ci już samo to, że ta druga osoba po prostu jest i możesz na niej polegać, a także ona może polegać na tobie.”… teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen… mówił coś tam jeszcze, ale to jest chyba ta najważniejsza część... Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą… hm, skoro Anioł Stróż Jagody wiedział tak dużo o przyjaźni, to być może Anioł Stróż Natalii będzie mi w stanie teraz pomóc?... Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus… tylko że jak mam z nim porozmawiać, skoro nikt go nie widzi? Muszę poczekać, aż Edna pójdzie spać… Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi… ale to zajmie tak długo! W tym czasie może zajmę się kwestią dobra?... teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen… tak! To idealny plan! Jak dobrze, że udało mi się na niego wpaść! Ha, i kto niby teraz potrzebuje pomocy Boga i jakiejś modlitwy, skoro wszystko można wymyślić samemu?

Laura odczuła nagle poczucie pustki, jakby czegoś jej zabrakło.

***

– Coś jest nie tak z Laurą – stwierdziła Weronika, wchodząc do pokoju, w którym pracował Jakub – ojciec Natalii i Laury.

– Tak myślisz? Jak dla mnie wszystko jest dobrze. Była dzisiaj u przyjaciółki – stwierdził Jakub, nie odrywając się nawet od komputera.

– Była u przyjaciółki…? – powtórzyła zaskoczona mama, zaczynają powolutku łączyć wszystkie elementy w całość.

– Mhm. Sprawiała wrażenie bardzo radosnej – odparł tata, nie dostrzegając nic specjalnego w tym, co mówił.

„Musiało się tam stać coś złego… może się pokłóciły…” – zapytywała sama siebie Weronika. Dalej jednak coś jej nie pasowało, choć sama nie wiedziała, co.

– Pójdę porozmawiać z Natalią – postanowiła na głos mama, kierując kroki w stronę wyjścia, gdy wtem Jakub rzekł:

– Nie jestem pewien, czy uda ci się z nią dogadać. Jest dzisiaj dość… energiczna.

– Energiczna? – dopytała się Weronika, nie do końca rozumiejąc znaczenie kryjące się za tym określeniem.

– Tak, dokładnie. Wciąż mówi tylko coś o tym, że w poniedziałek musimy iść na pocztę wysłać list, którego nikomu nie pokaże – odrzekł tata, wzruszając ramionami w geście niezrozumienia.

Mama westchnęła.

– Z naszymi córkami dzieje się coś tuż pod naszymi nosami, a my nie rozumiemy z tego ani słowa…

– Na twoim miejscu nie przejmowałbym się tym aż tak bardzo. Dorastają – to naturalne, że chcą mieć swoje sprawy i swoje tajemnice, o których nie mówią rodzicom.

– Wiem, czym jest dorastanie – prawie warknęła Weronika. Ignorancja ze strony jej męża zaczynała ją nieco irytować.

„A jednak… ten wyraz twarzy Laury… wiem, że nie chce ze mną teraz rozmawiać, ale jeśli tylko wyjdzie z pokoju, na pewno nie dam jej spokoju, póki nie uda mi się jej pomóc!”

***

Godzina 16:13

Hej, teraz ja potrzebuję psychiatry! Zaczynam mieć jakieś halucynacje! Czemu słyszę krzyki osób, których nie ma? To ja szaleję, czy ten świat? Czy na to pytanie w ogóle istnieje odpowiedź, niezależnie od tego, kto sobie je zadaje…?

***

„W końcu trzeba było po prostu powiedzieć jej całą prawdę… szkoda tylko, że doszło do tego tak szybko. Bądź co bądź jesteśmy dopiero w drugiej gimnazjum. No i teraz Laura na stówę pójdzie do wychowawcy i mu coś nagada. I będzie afera! Ta dziewczyna na pewno zrobi z igły widły, jakby nie wiem co się wydarzyło! Przynajmniej o tyle dobrze, że udało mi się wycofać naszą klasę z takich afer przez pierwszą klasę. Skoro wszyscy odrzucili Laurę, ktoś musiał się nią zająć, żeby to tak głupio nie wyglądało. Ale teraz… teraz przez tę dziewczynę, która uważa się za pępek świata, dostaniemy łatkę wrednej klasy, której nie stracimy pewnie do końca gimnazjum! Że też tak nagle przyszło jej do głowy tutaj przychodzić i robić coś innego niż plotkowanie! Mogłaby się nieco ogarnąć! Jak można być aż tak tępym?!”

Podczas gdy w głowie Jagody kłębiły się te wszystkie myśli, nie mogła ona widzieć, jak na ciele jej Anioła Stróża zaczynają pojawiać się kolejne rany.

Tak kończą ci, którzy ukrywają swoje prawdziwe oblicze przed całym światem.

***

Laura błyskawicznie doszła do wniosku, że znalezienie krzty dobra będzie z tego wszystkiego najłatwiejsze. Bo co to za problem zrobić te kilka dobrych uczynków?

Pierwszy pomysł, na jaki wpadła, dotyczył przygotowania na jutro śniadania dla całej rodziny. Oczywiście oznaczało to, że będzie musiała wcześniej wstać, ale była gotowa na tę odrobinkę poświęcenia w imię większej sprawy. Trochę czasu zajęło jej opracowanie całego planu, jak najlepiej się za to zabrać. Szybko okazało się, że w jakiś cudowny sposób doskonale pamięta przyzwyczajenia i ulubione dania wszystkich poszczególnych członków rodziny, przez co pomysł ze śniadaniem zdawał się być strzałem w dziesiątkę.

Problem pojawił się wtedy, gdy w głowie Laury zajaśniała myśl na temat strony finansowej tego przedsięwzięcia. W domu na pewno nie było wszystkich potrzebnych składników, zaś szatynka jakoś nie kwapiła się do wydawania swoich oszczędności na czyjeś śniadanie. Mogła szybciej wstać, ale kwestia pieniędzy to zupełnie coś innego! Postanowiła wtedy nieco uprościć swój plan i skorzystać jedynie z tych rzeczy, które znajdzie w lodówce i kuchennych półkach.

Skoro wstępny plan był już opracowany, Laura zaczęła się zastanawiać, czy przygotowanie śniadania jest dostatecznym dowodem na dobro. Rozważając jednak ten problem głębiej, szatynka stwierdziła, że zdecydowanie to wystarczy – w końcu po co komu coś więcej?

Dziewczyna nawet nie zauważyła, gdy zegar wybił już siódmą wieczorem. Natalia natomiast chodziła spać zwykle dopiero koło dziesiątej, więc Laura miała jeszcze sporo czekania przed sobą. Chciała w tym czasie sprawdzić zawartość lodówki, ale niestety było to niemożliwe, bo istniało zbyt duże prawdopodobieństwo, że któryś z domowników ją zauważy.

Wtedy zaburczało jej w brzuchu.

Co prawda działo się tak już od dłuższego czasu, ale teraz było to tak głośnie i tak naglące, że Laura postanowiła w końcu coś zjeść. Przy okazji miała nadzieję, że uda jej się nieco dokładniej przyjrzeć ich zapasom w domu.

Szatynka wyszła z pokoju po cichu, tak, aby nikt nie zauważył. Wszyscy siedzieli w swoich pokojach, jednak dziewczyna postanowiła nie tracić czujności i na palcach przeszła do kuchni. Obiad trzeba było odgrzać, ale poza tym był praktycznie gotowy. Skoro tylko Laura włączyła mikrofalówkę, postanowiła skorzystać z danego czasu i zaczęła przeglądać szafki. Ku jej zdziwieniu, mieli większość potrzebnych składników do jej pierwotnego planu, przez co dziewczyna zaczęła poważnie rozważać opcję wrócenia do niego. Wciąż musiałaby dokupić kilka rzeczy, ale teraz nie wyglądało to już aż tak strasznie, jak poprzednio.

– Co tu się dzieje? – zabrzmiało niespodziewanie w pomieszczeniu. Laura była tak zaskoczona, że od razu zamknęła drzwiczki od aktualnie przeglądanej szafki.

To była mama dziewczyny. Laura odetchnęła z ulgą. Zaraz zwróciła uwagę na Anioła Stróża swojej rodzicielki. Wyglądał dalej tak majestatycznie, jak poprzednio, tym razem sprawiał natomiast wrażenie nieco… zmartwionego? Poddenerwowanego? Zamyślonego?

– A, nic takiego… jem obiad… – odparła szatynka, odpowiadając na uprzednio zadane pytanie.

– O tej godzinie? – Weronika zmarszczyła brwi.

Laura przytaknęła. Przez następne kilka sekund trwały w ciszy, która zaczynała nieco stresować nastolatkę. Wybawiła ją jednak mikrofalówka, która zaraz potem wydała z siebie piszczący dźwięk, oznajmujący o tym, że obiad jest już gotowy. Szatynka z nieukrywaną radością wyjęła talerz z urządzenia i postawiła na stole. Nie czekając na żaden komentarz ze strony mamy, natychmiast zabrała się do jedzenia.

Weronika zaś dalej stała nad nią i bacznie jej się przyglądała. Laura zwyczajnie nie potrafiła tego po prostu zignorować i mruknęła:

– Możesz mnie już zostawić. Nie potrzebuję pomocy przy jedzeniu.

Mama jakby się nad tym zastanawiała i szatynka bała się przez moment, że niepotrzebnie zadała to pytanie, ale na szczęście kobieta w końcu poddała się i poszła.

Laura nawet nie wiedziała, co ma o tym myśleć, więc tylko szybko skończyła obiad i wróciła do pokoju. Wciąż pozostawało jej dużo czasu do tego, nim jej siostra pójdzie spać.

– Mogę równie dobrze znowu spróbować napisać coś na to opowiadanie… w końcu termin do poniedziałku… – westchnęła szatynka i zabrała się do pisania.

***

W końcu w pokoju Natalii zgasło światło, a kilka minut później do pokoju Laury przybył Anioł Stróż jej siostry.

Rana na nodze, która wcześniej się otworzyła, teraz prawie całkiem zniknęła. W jej miejscu widniała delikatna linia, niewidoczna na pierwszy czy nawet na drugi rzut oka. Także i oparzenia na prawej ręce zaczęły się goić w nieprawdopodobnym tempie.

– Dobrze, że przyszedłeś. Nie mamy czasu do stracenia – oświadczyła Laura na wstępie.

– Jestem tutaj, bo chciałem spytać cię o to, co stało się wcześniej – odparł Anioł.

– Wcześniej…? Ach, wtedy, gdy wróciłam do domu… ta, przypuszczam, że powinieneś mieć pełny wgląd do tego, co się dzieje – stwierdziła szatynka, po czym opowiedziała Aniołowi, co stało się u Jagody.

– Więc znalezienie przyjaźni będzie dużo trudniejsze, niż początkowo przypuszczałem… – mruknął Anioł, kładąc palec wskazujący na brodzie w geście myślenia.

– Cóż, tak czy inaczej, Anioł Stróż Jagody wiedział całkiem sporo na ten temat, więc obstawiam, że i ty jesteś nieco z tym obeznany, prawda? – przerwała mu z nadzieją w głosie Laura.

Anioł westchnął i odrzekł:

– Mogę podać ci teraz całą teorię na temat przyjaźni, ale to wcale nie pomoże ci jej znaleźć.

– Ale przecież musi być jakiś sposób…! Jakikolwiek! – szatynka zwróciła na rozmówcę błagalne spojrzenie.

– Jest jeden sposób na rozwiązanie każdego problemu – oświadczył Anioł Stróż po chwili namysłu.

– Naprawdę?! Czemu nie powiedziałeś mi tego wcześniej? – tym razem głos Laury przybrał oskarżycielski ton.

Anioł najpierw zaczął mruczeć coś pod nosem, potem zaczął mówić nieco wyraźniej, jednak wciąż bez ładu i składu.

– Dobra tam, nieważne, czemu to ukrywałeś. Powiedz mi więc teraz: co może rozwiązać każdy problem? – ustąpiła szatynka, widząc, że w ten sposób do niczego nie dojdą.

– Chodzi mi o rozmowę z Panem Bogiem – oświadczył Anioł.

– O modlitwę…? – odparła rozczarowana Laura. Czyżby ostatnia nadzieja prysła?

– Wiedziałem, że nie zrozumiesz… – mruknął rozmówca dziewczyny, gotów już do wyjścia z pokoju.

– Nie traktuj mnie jak idiotki! Mój Anioł Stróż już doradził mi modlitwę, ale nic z tego nie wynikło! – zakrzyknęła Laura, ale zaraz się opamiętała i już ściszonym głosem dodała: – I tak musiałam robić wszystko sama.

– Naprawdę? – w głosie Anioła dało się wyczuć wyraźne zaskoczenie.

– No oczywiście! Czego się spodziewałeś?

– Wiesz, może nie modliłaś się odpowiednio? Tak jak powiedziałem na początku, modlitwa to ROZMOWA z Panem Bogiem. A nie da się przeprowadzić rozmowy, gdy mówi tylko jedna osoba…

– Nie da się rozmawiać, gdy druga strona uparcie milczy.

– Ale czy na pewno zawsze milczy…?

– Oczywiście, że tak! Nigdy nie słyszałam, aby Bóg komukolwiek odpowiedział! Odmawiałam kolejne zdrowaśki, a i tak wskazówki do tego, co robić dalej, znalazłam we własnych myślach i pomysłach!

– Więc znalazłaś odpowiedzi wtedy, gdy się modliłaś?

– Czy ja właśnie tego nie powiedziałam? – odparła nieco zirytowana już Laura.

Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza. Szatynka była zbyt zdenerwowana, by mówić coś więcej, Anioł Stróż Natalii zaś pogrążył się w głębokiej zadumie. W końcu dziewczyna nie wytrzymała i syknęła:

– Mówże coś albo idź stąd wreszcie!

– Znalazłaś odpowiedź… kiedy się modliłaś… czyli jednak ci odpowiedział… – rozmyślał na głos Anioł.

– O co ci teraz znowu chodzi?

Anioł Stróż Natalii nie odpowiedział.

– Mam już tego wszystkiego dość! Mam już was wszystkich dość! Idźże stąd i zostaw mnie w spokoju! – Laura nie wytrzymała już tego wszystkiego i chciała wypchnąć Anioła z pokoju. Spotkało ją jednak spore zaskoczenie – w chwili, gdy spróbowała go dotknąć, jej ręka po prostu przez niego przenikła, jakby nikogo tam nie było. Straciła przez to równowagę i przewróciła się.

– Co to mają być za niesprawiedliwe sztuczki? – spytała Laura, ale nawet sama nie wiedziała, czy pyta samą siebie, czy też może rozmówcę.

– To nie są sztuczki. Tak po prostu jest. Taka prawda. Prawdzie nie można zaprzeczyć – oświadczył tajemniczo Anioł i wyszedł z pomieszczenia, przenikając przez zamknięte drzwi.

– Hej, wracaj tu! – krzyknęła za nim szatynka, wyciągając dłoń w stronę drzwi. Co prawda sama mówiła mu wcześniej, aby sobie poszedł, ale wcale nie miała tego na myśli. Nie sądziła, że Anioł Stróż potraktuje te słowa poważnie.

– Jestem tak głośno, że zaraz na pewno sąsiedzi zaczną pukać do drzwi i prosić o ciszę… –mruknęła pod nosem Laura, podnosząc się z ziemi.

Było już po jedenastej, a szatynka wciąż nie miała pojęcia, jak rozwiązać problem przyjaźni.

– Więc jedyna poszlaka, jaką mam, to ta przeklęta modlitwa…? Jak on to powiedział? Że Bóg mi odpowiedział? Że niby co, niby to on podpowiedział mi to wszystko, co pomyślałam sobie w trakcie odmawiania różańca? Pff, dobre sobie! Żeby jeszcze przypisywać MOJE osiągnięcia Bogu, który siedzi tam u góry i nic nie robi!

Laura usiadła na krześle, spojrzała w niebo i mruknęła:

– I co, podoba ci się teraz? Nie mógłbyś tak po prostu uzdrowić mojego Anioł Stróża, żeby oszczędzić mi tego bezsensownego wysiłku?

„Oczywiście nie ma żadnej odpowiedzi…” – stwierdziła w myślach szatynka.

Dziewczyna znowu zerknęła na zegarek, jednak oczywiście w tak krótkim czasie godzina nie uległa większej zmianie. Laura pokręciła się jeszcze przez chwilę po pokoju, chodząc w tę i z powrotem, łudząc się, że może w ten sposób wpadnie na jakiś pomysł. Niestety, niewiele jej to pomogło. Z wyczerpania całym dniem padła na łóżko i zamknęła oczy. Sen jednak nie przychodził i doskonale wiedziała, że nie przyjdzie w najbliższym czasie.

– W sumie… skoro i tak pewnie nie będę mogła zasnąć całą noc… no i ostatnio przy modlitwie wpadłam na jakiś pomysł, to właściwie mogę znowu spróbować… – zaczęła mruczeć pod nosem szatynka. Nie miała pojęcia, czy kieruje te słowa do siebie, czy też do swojego Anioła Stróża.

Dziewczyna z trudem zeszła z łóżka i uklękła. Niedbałym ruchem wykonała znak krzyża, po czym zaczęła niewyraźnie mamrotać pod nosem:

– Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą... no, to niby gdzie mam znaleźć przyjaciela w tak krótkim czasie? I to jeszcze prawdziwego!... Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus… jak mam znaleźć osobę, której bardzo na mnie zależy…?

Wtem rozległo się ciche pukanie, zaś zza drzwi dało się usłyszeć delikatny głos mamy szatynki:

– Laura, nie śpisz jeszcze?

– Zgadnij! – odburknęła dziewczyna, po czym kontynuowała ciszej: – Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi… skąd mam wytrzasnąć kogoś, kto jest zawsze gotów mi pomóc i  dostrzega te chwile, gdy mam jakiś problem…?

– Musimy porozmawiać. Mogę wejść? – spytała Weronika, stojąc dalej po drugiej stronie drzwi.

– Nie możesz! Jestem zajęta! – oświadczyła nieco głośniej Laura, ale zaraz z powrotem ściszyła głos i modliła się dalej: – teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen… skąd mam znaleźć osobę, której miałoby zależeć po prostu na tym, aby spędzać czas ze mną i miałaby cieszyć się po prostu z mojej obecności? I to jeszcze tak nagle!

– Jeśli zaraz mnie nie wpuścisz, sama wejdę! – ostrzegła dziewczynę matka, naciskając już klamkę.

– Zostaw mnie, już idę spać! – odparła dziewczyna, a po chwili po nosem dodała: – Jeny, jaka ona jest uparta… tak bardzo jej zależy na tym, żeby porozmawiać ze mną o tym, że coś jest nie tak!

Wtem Laurę olśniło. Zerwała się na równe nogi – w samą porę, bo sekundę potem jej mama już nie wytrzymała i otworzyła drzwi. Zastała córkę w głębokim szoku i uważnie się w nią wpatrującą. Poczuła się bardzo nieswojo.

Obie stały dłuższy moment w milczeniu – żadna z nich nie wiedziała, od czego można by zacząć rozmowę. Nie prowadziły konwersacji raczej zbyt często – tak właściwie nastolatka nie pamiętała, kiedy ostatnio po prostu rozmawiała z mamą na normalny, codzienny temat. Mimo to dopiero teraz Laura zauważyła, że wystarczy, jak jej mama jest obok, a od razu czuje się jakoś… bezpieczniej?

– Więc, um… po co tu przyszłaś? – spytała dziewczyna, niepewna co do tego, jak powinna zacząć taką rozmowę.

– T-tak jak mówiłam wcześniej… – zaczęła mówić Weronika, ale urwała po chwili, onieśmielona nadspodziewanie spokojnymi słowami córki.

Znów zapadła cisza.

„Raz kozie śmierć, nie mogę stracić żadnej szansy!” – przemknęło Laurze przez myśli.

– Mamo… myślę, że NAPRAWDĘ powinniśmy porozmawiać – oświadczyła w końcu szatynka, kładąc wyraźny nacisk na słowo „naprawdę”.

Weronikę to nagłe obwieszczenie zaskoczyło tak bardzo, że znów zabrakło jej słów.

– Więc… mamo, może sobie usiądziesz? – zaproponowała nieśmiało nastolatka, wskazując dłonią na stojące przy biurku krzesło.

Kobieta podeszła do niego powoli i ostrożnie się na nim usadowiła.

– No… to o czym ty chciałaś rozmawiać? – spytała Laura, gdy jej mama dalej milczała.

Niewiele się jednak zmieniało – Weronika dalej nie mogła wykrztusić z siebie nawet słowa.

– Mamo, nie da się przeprowadzić rozmowy, gdy mówi tylko jedna osoba – stwierdziła szatynka. Zaraz potem zorientowała się, że właśnie zacytowała słowa Anioła Stróża Natalii.

„Co ja wtedy mu odrzekłam…? Ach, no tak, stwierdziłam, że nie da się rozmawiać, gdy druga strona uparcie milczy. A co on na to…? No tak, powiedział: „Ale czy na pewno zawsze milczy…?”. Cóż, teraz mam pewność, że moja matka milczy!...

…chociaż… nawet jeśli nie mówi ani słowa, wciąż przekazuje tyle swoim zachowaniem… skoro została w pokoju pomimo tego, jak wcześniej się do niej odzywałam, musi jej naprawdę na tym zależeć. Poza tym, jest wyraźnie zdezorientowana… powinnam jej jakoś pomóc.”

Laura zwróciła swój wzrok na Anioła Stróża Weroniki, stojącego wciąż w drzwiach. Przyglądał się jej z wielkim zainteresowaniem, jakby sam był ciekaw, jak potoczy się ta rozmowa. Nastolatka nie czuła potrzeby zdradzania się z tym, że jest w stanie go zobaczyć, więc zamiast tego spojrzała znów na mamę i rzekła nieco zrezygnowana:

– Proszę cię mamo, nie przesadzaj! Powiedz coś wreszcie!

Weronika drgnęła w końcu nieco i rzekła:

– Tak jak mówiłam… chciałam ciebie spytać, czy na pewno wszystko dobrze?

„Naprawdę spodziewa się, że jej na to odpowiem?... a w sumie, co mam do stracenia…”

– Mogło być lepiej – odburknęła Laura, wkładając dłonie do kieszeni.

– Słyszałam, że byłaś dzisiaj u Jagody. Jak było?

„Skąd ona…?!” – nastolatka poczuła nagle, jakby mama zadała jej cios prosto w serce.

– Było… dobrze – odparła krótko szatynka. Sama nie wiedziała, czy chce ciągnąć ten temat, czy może jednak lepiej zapomnieć go jak najszybciej.

– To czemu byłaś wesoła, gdy wychodziłaś, zaś po powrocie wybuchłaś gniewem?

– Czepiasz się za bardzo. I wtrącasz – prychnęła Laura. W myślach zaś obiecała sobie porozmawiać poważnie z ojcem i Natalią – przecież to któreś z nich musiało wszystko wygadać!

– Martwię się po prostu o ciebie – odrzekła Weronika, po czym wstała z krzesła i podeszła do córki.

– Nie jestem już małym dzieckiem! Nie traktuj mnie tak! – prawie krzyknęła szatynka, robiąc wielki krok do tyłu.

– Nie traktuję cię tak – stwierdziła mama, podchodząc jeszcze bliżej.

– Nie?! To co to ma być?! – tym razem Laura nie hamowała już krzyku.

– Troska. Czy to nie tak postępują przyjaciółki?

To jedno pytanie, nawet jeśli retoryczne, wstrząsnęło szatynką dogłębnie.

„Skąd ona…? Dlaczego ona…? Dlaczego teraz…? Czemu akurat to słowo…? Czy ona wie? Nie może wiedzieć…! Ale jednak…! Czy ona właśnie nazwała nas… przyjaciółkami? Matka z córką? Przyjaciółki? Jakaś nowość…”

– Tak postępują przyjaciółki – przyznała Laura. Zaraz dodała: – Ale nigdy nie sądziłam, że my nimi jesteśmy. Ty jesteś mamą, ja jestem córką. I tyle w temacie.

– O-och… – Weronika była tym wyraźnie zmieszana.

Szatynka zauważyła, że nieco przesadziła i zraniła uczucia rodzicielki.

„Ale co ona sobie myśli? Przyjaźń? Między nami? Gdzie? Jak to powiedział Anioł Stróż Jagody: „Przyjaźń jest wtedy, gdy wystarczy ci już samo to, że ta druga osoba po prostu jest i możesz na niej polegać, a także ona może polegać na tobie. Przyjaźń pojawia się wtedy, gdy znika egoizm i pycha. Przyjaźń to silna więź”. Gdzie niby można znaleźć coś takiego między mną a moją mamą? Prawdą jest, że samo przebywanie z nią wzbudza u mnie jakieś poczucie bezpieczeństwa, ale to tyle. A przynajmniej tak to widzę z mojej strony… ale co jeśli…? To dlatego ona wciąż próbowała pójść ze mną do parku, zabrać na zakupy, porozmawiać… zależało jej na tym, aby po prostu spędzić ze mną czas! Więc ona naprawdę cały ten czas postrzegała nas dwie jako przyjaciółki, podczas gdy ja…!”

– Mamo…

Brak odpowiedzi.

– Mamo, j-ja…

– Nie musisz nic mówić. Niech będzie jak chcesz. Dobranoc – rzekła bezbarwnym głosem Weronika i skierowała swoje kroki w stronę drzwi.

– Nie mamo, ja… – zaczęła mówić Laura. Zaraz jednak spojrzała na Anioła Stróża swojej rodzicielki i zwróciła się do niego: – Nie stercz tak, zrób coś!

Anioł wyraźnie zaskoczony drgnął i obrócić się, chcąc sprawdzić, czy nie stoi za nim ktoś, do kogo nastolatka mogłaby się zwrócić. Szatynka skierowała wtedy na niego tak znaczące spojrzenie, że nie było już żadnych wątpliwości, że mówi do niego. Nie mógł on natomiast wiele zrobić w tej sprawie, skoro Weronika już jedną nogą była poza pokojem.

– Mamo, ja… przepraszam… ja nie chciałam tego wszystkiego powiedzieć… jakoś tak wyszło… – zaczęła się tłumaczyć Laura. Bezskutecznie.

– Spokojnie, rozumiem. Nie musisz przyjaźnić się z mamą, masz mnóstwo wspaniałych rówieśników. Pewnie też taka byłam w twoim wieku, więc nie musisz się tłumaczyć – rzekła jeszcze Weronika, stając na chwilę w progu.

– Mamo, to nie tak! Słowo! Ja…!

„Ucieka mi szansa na mój dowód na przyjaźń! Ja… ja muszę coś zrobić!”

– Mamo… pojedźmy jutro na spacer.

Weronika zatrzymała się i zaczęła nasłuchiwać, czy jej córka powie coś dalej. Laura zaś spełniła te oczekiwania i kontynuowała:

– Możemy pojechać do tego parku, do którego zawsze zachęcasz mnie i Natalię. Prawdopodobnie nie posiedzimy tam długo, mam jeszcze jutro masę roboty, ale zawsze będzie to chwila… razem… – nastolatka sama nie wierzyła, że to mówi. Jeszcze bardziej zaskoczyło ją jednak to, że w swoich słowach nie czuła fałszu, a jedynie samą prawdę.

Weronika nic nie odpowiadała, jakby spodziewała się, że szatynka jeszcze coś doda. Laura nie kazała na siebie długo czekać i rzekła:

– Ja naprawdę potrzebuję twojej pomocy, mamo… niezależnie od tego wszystkiego, co powiedziałam i co pomyślałam… niezależnie od całego mojego zachowania – zarówno dzisiejszego, jak i przeszłego, a nawet przyszłego! Tylko ty możesz mi pomóc! Proszę!

Znów cisza. Nastolatka nie wiedziała, co jeszcze mogłaby powiedzieć. Wtem do akcji niespodziewanie wkroczył Anioł Stróż Weroniki. Podszedł do dziewczyny tak blisko, że ta wycofała się zaraz nieco i poczuła się przytłoczona – wzrost tej postaci zdecydowanie przewyższał jej własny. Nie była pewna, jakie słowa mogą paść z jego ust. Trudno więc opisać, jak wielką ulgę poczuła, gdy usłyszała:

– Upewnię się, że twoja prośba zostanie rozpatrzona pozytywnie – po czym Anioł wyszedł z pokoju, a zaraz za nim poszła mama Laury, dalej milcząc.

***

Aby upewnić się, że wszystko zostanie przygotowane na czas, Laura wstała rano kilka minut przed siódmą i od razu wzięła się do pracy. Pomimo tego, że poprzedniego dnia poszła spać nieco przed północą, czyli dość późno jak na jej typowy styl życia, była pełna energii. Czuła, że nawet ta raczej niepewna rozmowa z mamą może być uznana za tę krztę przyjaźni, której poszukiwała. Zaczęła rozumieć, kim jest prawdziwy przyjaciel – to chyba wystarczy, prawda? Zresztą, całkiem prawdopodobnie miała pójść z Weroniką tego dnia do parku na spacer, co już byłoby zwieńczeniem tej kwestii.

Skoro sprawę przyjaźni można już było uznać za załatwioną, pozostał już tylko problem znalezienia dowodu na dobro, co nie wydawało się nastolatce być zbyt trudne. Samo przygotowanie całego śniadania zgodnie z upodobaniami wszystkich członków rodziny sprawiało wrażenie już dostatecznego aktu dobra.

Szatynka starała się pracować najciszej, jak tylko mogła, byleby nie zbudzić żadnego członka rodziny. Wychodziło jej to idealnie – po odrobinkę ponad godzinie wszystko było gotowe. Zegar właśnie wybił ósmą, gdy pierwsi obudzili się rodzice.

Weronika i Jakub zawsze wstawali wcześniej od córek, chociaż sami nie umieliby pewnie uzasadnić, po co. W świadomości rodziny Grypieńskich utrwaliło się, że tak po prostu było, jest i będzie. Wielkie było więc ich zaskoczenie, gdy zaraz po pobudce poczuli jakieś zapachy dochodzące z kuchni. Doszedłszy do kuchni, spostrzegli Laurę, kładącą właśnie ostatniego naleśnika na talerzu siostry.

Stół był tak pięknie zastawiony, że nie starczy mi stron, aby to wszystko zapisać. Rodzice początkowo nie wyrzekli nawet słowa. Szatynka zaś postanowiła zrobić dobre wrażenie również i swoim zachowaniem, więc uśmiechnęła się szeroko i błyskawicznie przywitała się:

– Dzień dobry! Możecie zasiąść, śniadanie gotowe! Pójdę jeszcze tylko obudzić Natalię… – po tych słowach Laura natychmiast udała się do pokoju siostry.

Rodzice natomiast spojrzeli po sobie, niepewni tego, czy to wszystko jest snem, czy jawą. Weronika zaraz jednak uśmiechnęła się i rzekła:

– Mówiłam ci, że coś dzieje się z naszymi córkami tuż pod naszym nosem, a my nie rozumiem z tego ani słowa!

Jakub również odpowiedział uśmiechem i odparł:

– Nie czuję potrzeby, aby cokolwiek z tego rozumieć. Pewnie tak się po prostu kończy dorastanie!

Weronika sama nie wiedziała czemu, ale miała ochotę trzepnąć męża po głowie.

„Ech, on naprawdę nie widzi w tym nic głębszego, prawda?...”

***

Natalia zdawała się być mniej zszokowana tym wszystkim niż jej rodzice, jednak pałaszowała śniadanie dużo szybciej niż oni. Weronika w czasie posiłku nie wytrzymała i spytała Laurę, z jakiej to okazji. Nastolatka zaś odparła, że nie potrzeba okazji, aby wykazać się „krztą dobra” (mówiąc te słowa, od razu spojrzała na stojące za rodzicami Anioły, które szeptały coś między sobą). Jakub odparł na to, że skoro nie potrzeba okazji, to może tak robić codziennie, na co Laura naburmuszyła się i stwierdziła, że dobra nie można też nadużywać. Całe śniadanie przebiegło jednak w miłej atmosferze. Gdy skończyli już jeść, Weronika oznajmiła, że z chęcią pojedzie z córkami do parku. Natalia natychmiast odmówiła. Zaskoczyło ją jednak, kiedy usłyszała radosną zgodę ze strony swojej siostry. Od razu wyczuła, że na jej oczach dzieje się coś ważnego i natychmiast zmieniła swoją deklarację. Jakub stwierdził natomiast, że ma dość roboty i ostatecznie na spacer do parku pojechały trzy dziewczyny – Laura, Natalia i Weronika.

Park znajdował się w mieście kilka kilometrów dalej, więc mama dziewczynek postanowiła skorzystać z okazji i w czasie jazdy pytała dalej Laurę o to, skąd biorą się u niej takie zmiany. Szatynka pozostała jednak nieugięta i nie rzekła ani słowa na temat prawdziwej przyczyny stojącej za jej niecodziennym zachowaniem.

Sporą uwagę nastolatki pochłaniało obserwowanie Anioła Stróża Natalii, który tego dnia wyglądał dużo lepiej niż w sobotę, a tym bardziej w piątek. Zaczynał coraz bardziej przypominać Anioła Stróża ich mamy, który natomiast cały czas uważnie przyglądał się Laurze. Ta spostrzegła jego zainteresowanie jej osobą, ale postanowiła go zignorować i po prostu cieszyć się wyjazdem.

Gdy dojechali na miejsce, Weronika zaproponowała, aby poszły jeszcze razem na mszę w tamtejszym kościele. Szatynka wolała jednak poświęcić jeszcze nieco czasu na obserwację Anioła Stróża siostry, więc odmówiła i to samo zrobiła Natalia. Jak na razie poszły więc razem do parku, gdzie miały czekać na mamę, która postanowiła skontaktować się z nimi, gdy msza dobiegnie końca.

Przechadzając się ścieżkami parku już od kilkudziesięciu minut, siostry natrafiły w końcu na stoisko z goframi i lodami. Natalia – jako pasjonatka słodyczy – momentalnie rzuciła się w jego stronę i zaczęła prosić Laurę o to, aby coś jej kupiła.

„Cóż, na pewno kupię sobie gofra, jeśli zaś chodzi o Ednę, to wolałabym nie wydawać na nią pieniędzy… chociaż, jeśli mam przy sobie dość drobnych…”

Szatynka w mig podliczyła wszystkie swoje oszczędności, które miała przy sobie. Była to suma wystarczająca na dokładnie jednego gofra. Laura już chciała powiedzieć siostrze, że tym razem obędzie się smakiem, gdy wtem zawahała się, a w jej umyśle narodził się pomysł, który zaraz uznała za szalony.

„A gdyby tak.. nie kupić gofra sobie… tylko siostrze…?”

Nastolatka rozmyślała nad tym długo, podczas gdy Natalia wpatrywała się w nią błagalnym wzrokiem, chociaż nie robiła sobie większych nadziei.

„Co się ze mną dzieje? Normalnie nigdy nie strzeliłby mi taki pomysł do głowy! A, niech się dzieje, co chce!”

Ulubionym przedmiotem Laury w szkole był polski, więc od pomyślała także o słynnym cytacie z „Zemsty” Aleksandra Fredry – „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba!”.

– Masz, kup sobie tego gofra – mruknęła nastolatka, wciskając siostrze do ręki kilka monet. Starała się nadać swojemu głosowi niedbały ton, aby blondynka przypadkiem nie pomyślała sobie, że szatynce kiedykolwiek na tym gofrze zależało.

Natalia pisnęła z radości, ścisnęła drobniaki w ręce i popędziła w stronę stoiska. Do uszu Laury doszło jeszcze głośne: „Dzięki!”.

Nastolatka, widząc, że kolejka jest dość długa, stwierdziła, iż najlepiej będzie poczekać chwilę na ławce. Zaraz gdy usiadła, poczuła wreszcie, że kwestia tej ostatniej wartości – dobroci – rozwiązała się wraz z tym małym aktem oddania drobnych na gofra.

„Czyli dobro nie polega na tym, aby robić coś wielkiego… całe to śniadanie wcale nie było potrzebne! Bo prawdziwe dobro jest wtedy, gdy dajemy coś komuś właśnie wtedy, gdy nam tego brakuje, tego chcemy lub jest nam to potrzebne – tak jak te monety na gofra! Ja chciałam gofra, ale dałam to jej – i tyle wystarczyło, ten malutki akt dobroci!”

Wtem komórka Laury zadzwoniła. To była Weronika. Nastolatka poinstruowała ją, że znajdują się przy stoisku z lodami i goframi, po czym wróciła do swoich przemyśleń. Skoro sprawa z miłością i dobrem zostały w końcu zakończone, pozostało już tylko zwieńczenie kwestii przyjaźni – a to powinno nastąpić wraz z zakończeniem tego spaceru!

– A więc naprawdę wyrobię się na czas i ci pomogę, mój Aniele…? – szepnęła do siebie Laura, ściskając dłoń w pięść i przykładając ją do piersi.

Nastolatka nie otrzymała jednak żadnej odpowiedzi, co zdecydowanie jej się nie spodobało.

– Czyżbym zrobiła coś nie tak…? Czy czegoś brakuje? – pytała cicho sama siebie dziewczyna, niepewna tego, co będzie dalej.

Tymczasem w tym samym momencie do ławki podeszły Weronika i Natalia z gofrem. Laura od razu podniosła wzrok i spojrzała na Anioła Stróża swojej siostry.

„Jeśli ktoś ma znać odpowiedź na te pytania, to tylko on!”

***

Cały spacer po parku przebiegł w bardzo przyjaznej atmosferze. Być może nawet nieco za bardzo przyjaznej, bo Laura nawet nie spostrzegła upływu czasu i szybko wczesne godziny poranne przemieniły się w godziny popołudniowe – koło trzeciej, a już nawet powoli dobijała czwarta.

– Ale było fajnie! Powinnyśmy robić to częściej! – oświadczyła Natalia, gdy szły do samochodu. No, może „szły” to złe określenie – blondynka bowiem dotarła tam skacząc.

– O nie, następnym razem idziemy na zakupy! Wszystkie porządne dziewczyny muszą chodzić razem na zakupy do jakiegoś porządnego sklepu – stwierdziła szatynka.

– Zakupy są nudne… no chyba, że ktoś za ciebie płaci – odrzekła na to Natalia.

Laura na te słowa zaśmiała się, Weronika zaś zrobiła poważną minę i zakrzyknęła:

– Chwila, przecież to ja za was płacę!

– Już nie teraz, mamo! Laura kupiła mi dzisiaj gofra, więc teraz ona jest moim sponsorem! – oświadczyła blondynka.

– O-odczep się ode mnie! Daj komuś palec, a on weźmie całą rękę… – westchnęła nastolatka, kiwając ze zrezygnowaniem głową.

Weronika uśmiechnęła się. Nigdy wcześniej nie widziała, aby jej córki dogadywały się tak dobrze – nawet jeśli miało to formę małej kłótni.

Gdy jechały samochodem, mama nie pytała już więcej Laury o przyczyny zmian w jej zachowaniu, jednak dalej planowała nieco dowiedzieć się na ten temat. Na razie natomiast postanowiła dać córce nieco odpocząć, aby ta przypadkiem nie zniechęciła się i nie stała znów tą samą dziewczyną, co dawniej.

Weronika nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo brakowało jej córki, z którą mogłaby normalnie porozmawiać, a nie bać się odezwać, bo nawet jedno słowo może wywołać wielką sprzeczkę.

Napotkały po drodze na kilka sporych korków, przez co do domu dotarły dopiero koło piątej. Zaraz po wyjściu z auta Laura „przez przypadek” szturchnęła Anioła Stróża Natalii i szepnęła w jego stronę:

– Przyjdź do mojego pokoju najszybciej, jak tylko będziesz mógł. Proszę. Wiem, że musisz zajmować się moją siostrą, ale to naprawdę pilne.

Anioł przytaknął na znak, że rozumie.

***

9 kwietnia 2017, godzina 17:23

Wszystkie jesteśmy szalone – i ja, i Laura i do tego nasza mama! Byłyśmy dzisiaj razem w parku i to było tak fajne, że aż nie umiem tego opisać!

List bezpiecznie czeka w mojej szufladzie na wysłanie. Poproszę jutro rano Laurę, żeby wzięła go na pocztę, bo ma po drodze, gdy wraca ze szkoły.

Tata też mógłby się nieco zrelaksować i pojechać z nami do parku. Może wtedy on też kupi mi gofra i dostanę aż dwa…? Albo nawet trzy, jeśli uda mi się namówić jeszcze mamę!

Stoisko z goframi, nadchodzę!

***

Była już 17:30, gdy Laura wciąż czekała w swoim pokoju na przybycie Anioła Stróża Natalii. Udało jej się znaleźć dowody na przyjaźń, miłość i dobro – czuła w swoim sercu, że to, co przeżyła przez ostatnie dni, jest wystarczające do spełnienia postawionych warunków. Jej własny Anioł Stróż jednak nic nie odpowiadał mimo usilnych prób, a to nie mogło znaczyć nic dobrego.

W końcu o 17:34 oczekiwana postać zjawiła się. Nastolatka błyskawicznie poderwała się z łóżka, na którym wcześniej leżała, próbując samodzielnie znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania.

– Proszę cię bardzo, pospiesz się. Naprawdę nie powinienem tak po prostu zostawiać Natalii – rzekł na wstępie Anioł Stróż.

– To, czy skończymy wszystko szybko, zależy głównie od ciebie – odparła Laura. Tuż potem zaczęła w końcu wyjaśniać: – Znalazłam w swoim życiu dowody na resztki miłości, przyjaźni i dobra. Mój Anioł Stróż jednak nie odpowiada i nie wydaje mi się, aby to był dobry znak. Co ja mam teraz zrobić? Jest jeszcze jakiś taniec na zakończenie tego niby rytuału czy co?

Świetlista postać nie odpowiedziała od razu, lecz wpierw zastanawiała się przez bardzo długą chwilę, która szatynce zdawała się być wiecznością. Wreszcie gdy Anioł postanowił przemówić, w jego głosie czuć było wyraźną dezaprobatę:

– Nie słuchałaś mnie uważnie, gdy mówiłem ci na początku o całym twoim położeniu.

– Co masz na myśli? Czy naprawdę o czymś zapomniałam? – spytała Laura z nutką szczęścia – jeśli naprawdę tylko zapomniała o jakiejś drobnostce, to całą sprawę będzie można łatwo rozwiązać.

– Ta część moich słów, w których powiedziałem ci, że musisz znaleźć krztę miłości, przyjaźni i dobra… to była tylko podpowiedź. Podpowiedź co do tego, co musisz zrobić naprawdę.

Szatynka zaczynała powoli przypominać sobie swoją tamtejszą rozmowę z Aniołem Stróżem Natalii i faktycznie zdała sobie sprawę z tego, że najwidoczniej jest dopiero na tropie znalezienia rozwiązania.

– Skoro znalazłam podpowiedzi, może mógłbyś powtórzyć, co miały mi wskazać? – zaproponowała Laura.

Anioł Stróż westchnął i zacytował sam siebie:

– „Ale jeśli uda ci się znaleźć odpowiedź na to, co tak naprawdę kryje się za tymi trzema wyrazami, będziesz mogła uratować swojego Anioła Stróża”.

– N-nie jestem pewna, co mam teraz zrobić… mógłbyś mi to, uch, nieco… wytłumaczyć? – wymamrotała szatynka. Słowa rozmówcy nie miały dla niej większego sensu.

Postać westchnęła po raz drugi, lecz i tym razem postanowiła pójść dziewczynie na rękę:

– Musisz zrozumieć, czym tak naprawdę są miłość, przyjaźń i dobro. Musisz zrozumieć, co pozwala nam odczuwać te emocje. Musisz zrozumieć, co jest ich źródłem i całkowitym uosobieniem. Musisz zrozumieć po prostu, czym rzeczywiście te wartości są!

Chociaż teraz Laura przynajmniej zrozumiała, jakie zadanie otrzymała, wciąż nie miała pojęcia, o co konkretnie może chodzić.

„Dobra, niech się skupię… podpowiedzią miały być dla mnie zdarzenia z ostatnich dni, więc muszę nad tym nieco pomyśleć. Miłość pomiędzy Edmundem a Natalią – czy gdziekolwiek w tym mogę znaleźć uosobienie nie tylko tego uczucia, ale również przyjaźni i dobroci? Nie, raczej nie… pewnie to, co jest jak na razie między tą dwójką jest tylko przyjaźnią, ale gdzie w tym dobro? Chociaż pewnie moje postępowanie w tej sprawie można nazwać dobrem… ale to już zbytnie rozdrabnianie kwestii i nie mówimy o jednej rzeczy kryjącej się za tymi trzema wartościami, lecz o kilku.

Przyjaźń pomiędzy mną a moją mamą – czy jest tutaj jeszcze miejsce na miłość i dobro? Oczywiście dwójka przyjaciółek powinna cechować się także tym, że są dobre dla siebie nawzajem, ale gdzie tu miłość? Pewnie, że pomiędzy rodzicami a dziećmi powinna być miłość, ale… czy to pasuje mi do tych zdarzeń? Raczej średnio…

Dobre uczynki – mniej ważne śniadanie dla rodziny i istotniejsze kupno gofra siostrze mimo wątłych funduszy. Nie sądzę, aby więzi między mną a Natalią można było już określić mianem przyjaźni, więc to odpada. Zresztą i miłości próżno tu szukać.

O co więc może mu chodzić…?”

Podczas gdy Laura rozmyślała, twarz Anioł Stróża Natalii pochmurniała z każdą chwilą. Zaczął się obawiać, że szatynka nigdy nie dojdzie do właściwego wniosku, przez co nie tylko cały wysiłek pójdzie na marne, ale również doprowadzi to do śmierci jej Anioła Stróża, czego on sam zdecydowanie nie chciał doczekać.

Nagle przemyślenia tej dwójki zostały przerwane przez gwałtowne wtargnięcie kolejnej osoby do pokoju. Ku ogólnemu zdziwieniu, był to… Anioł Stróż Weroniki.

– Co ty tu robisz? – zapytała natychmiast Laura, nie bawiąc się w żadne uprzejmości.

– Słyszałem, jak prosiłaś Anioł Stróża Natalii, by przybył do twojego pokoju – odparł przybyły. Ton jego głosu był śmiertelnie poważny. Zaraz potem zwrócił się do drugiego Anioła ze słowami: – Czy dzieje się właśnie to, co podejrzewam?

Świetlista postać uprzednio obecna w pomieszczeniu przytaknęła delikatnie.

– Dlaczego mi nie powiedziałeś? – dopytywał się dalej Anioł Stróż Weroniki.

Tym razem postać nie miała na to żadnej odpowiedzi i milczała. Wyższy Anioł zakończył rozmowę z nim głębokim westchnięciem, a następnie spojrzał na przestraszoną nastolatkę.

– Znalazłaś już wszystkie trzy dowody, prawda?

Dziewczyna przytaknęła nieznacznie.

– I wciąż nic, prawda?

Szatynka znów nieśmiało potwierdziła te słowa skinieniem głową.

Postać ponownie zwróciła się do Anioła Stróża Natalii ze słowami:

– Nie baw się z nią w zagadki. Nie lepiej byłoby powiedzieć jej wprost i zakończyć to wszystko jak najszybciej?

Patron Edny przełknął ślinę, jakby bał się przekazać rozmówcy jakąś informację. Tamten jednak błyskawicznie wyłapał ten tik połączony z uciekającym spojrzeniem i od razu zrozumiał, o co chodzi.

Laura natomiast rozumiała coraz mniej, jak to zwykle ostatnimi dniami bywało.

– Skoro tak prezentuje się nasza sprawa… zapewne naprawdę powinnaś dojść do tego sama – stwierdził niespodziewanie Anioł Stróż Weroniki.

Szatynka miała wielką ochotę odpowiedzieć mu coś wrednego, jednak jego majestatyczna postać z jakiegoś powodu całkowicie ją onieśmielała.

„Jeśli oni mi nie pomogą, to faktycznie będę musiała znaleźć tę odpowiedź sama… ale o co tu może chodzić? Miłość, przyjaźń, dobro… te kilka ostatnich dni… Weronika, Natalia, Edmund, Jagoda… i ci wszyscy Aniołowie Stróżowie… dlaczego?...”

Po raz kolejny w minionych dniach, Laurę zupełnie niespodziewanie oświeciło.

„Anioł Stróż! Z czym może kojarzyć się Anioł Stróż, i to jeszcze w połączeniu z samymi wzniosłymi wartościami? Oczywiście, że z…”

– …Bogiem! – ostatnie słowo swoich rozmyślań dziewczyna wypowiedziała już na głos. Nawet nie zauważyła, że w czasie jej przemyśleń dwójka Aniołów wdała się w rozmowę, którą teraz przerwali, usłyszawszy wypowiedziany przez nią wyraz.

Anioł Stróż Natalii podrapał się po głowie i mruknął:

– Doszła do tego szybciej, niż mógłbym się spodziewać…

– Czyli to Bóg pozwala nam odczuwać miłość, przyjaźń i dobro? On jest ich źródłem i uosobieniem? On jest ich prawdziwą postacią?

Aniołowie milczeli, ale odpowiedź i tak była oczywista.

– A więc to dlatego tak bardzo zachęcałeś mnie do modlitwy… chciałeś dać mi dodatkową poszlakę! – zauważyła przy okazji Laura, zwracając się do Anioła Stróża Natalii.

Patron Edny nawet nie zareagował, podczas gdy szatynka kontynuowała:

– Jeżeli to Bóg kryje się za tymi trzema słowami… to co mam dalej zrobić z tym fantem? Czy już samo zauważenie, że to o Niego chodziło wystarczy?

– Niestety nie – odpowiedział w końcu Anioł Stróż Natalii.

– Ale dlaczego…? Odkryłam, co kryje się za miłością, przyjaźnią i dobrem! To już powinien być koniec! – Laura zaczynała czuć się nieco podirytowana. Nieważne, ile zrobiła, wciąż było za mało!

– Kiedy dowiedziałaś się na początku tej przygody o przyjaźni, miłości i dobrze… czy wystarczyło sam fakt, że powiedziałaś te słowa? – spytał nagle patron Weroniki.

– N-nie, oczywiście, że nie… musiałam jeszcze znaleźć… znaleźć dowody na ich obecność… obecność w moim życiu… – z każdym słowem szatynka zaczynała rozumieć coraz więcej. A więc to tak? Teraz musi jeszcze odkryć krztę Boga? Niby gdzie?

– A czy samo to, że się modliłam… nie wystarczy? – zaproponowała Laura z nadzieją, że to zadziała. Anioł Stróż jej mamy pokiwał jednak przecząco głową, a zaraz potem dodał:

– Twój Anioł Stróż naprawdę świetnie to wszystko zaplanował – dokładnie tak, abyś właśnie dzisiaj mogła znaleźć Pana Boga w swoim życiu.

– Co masz na myśli? – spytała dziewczyna, nie za bardzo rozumiejąc, o co chodzi.

– Jaki dzień dziś mamy? – zapytał na to patron Natalii.

– 9 kwietnia – odrzekła bez wahania Laura.

– Pytam o dzień tygodnia – uściślił Anioł Stróż Edny.

– Niedziela, oczywiście.

„Ach, niedziela! Niedziela! Ten dzień, w którym kiedyś chadzało się do kościoła! Teraz to już nie, po co marnować godzinę życia dziennie… ale jeśli na to właśnie Aniołowie chcieli zwrócić moją uwagę, to oznacza to, że…”

– …mam iść na mszę? – Laura znowu dokończyła własną myśl na głos.

– Owszem – potwierdził patron Natalii.

– Ale… ja nawet nie wiem na którą, gdzie, co i jak! – zaczęła sprzeciwiać się szatynka.

– Najbliższa msza święta jest na osiemnastą w kościele na końcu twojej ulicy. Masz jeszcze dziesięć minut – odrzekł milczący od dłuższej chwili Anioł Stróż Weroniki.

– Dziesięć minut?! Muszę pędzić, żeby załatwić sobie miejsce siedzące w ławce! Nie będę przecież godzinę stać! – zakrzyknęła natychmiast Laura, po czym wybiegła z pokoju, błyskawicznie się ubrała, oświadczyła głośno, że idzie do kościoła i, nie czekając na żadne pytania czy komentarze, pomknęła na koniec ulicy.

Zanim szatynka wpadła do kościoła, była już za pięć osiemnasta. Dziewczyna nie sądziła, że będzie mieć jakąkolwiek szansę na miejsce siedzące. Jak wielkie było jej zaskoczenie, gdy po wejściu do środka zobaczyła… pustkę.

Nikogo tam nie było.

Laura zrobiła niepewnie kilka kroków. Gdy dostrzegła kropielnicę w przedsionku budynku, zaraz przypomniała sobie, do czego służy woda święcona i wykonała szybki znak krzyża. Każdy jej kolejny krok roznosił się głośnym echem. Kiedy weszła głębiej, spostrzegła, że jest nie do końca sama – w pierwszej ławce ktoś klęczał, a tuż obok niego klęczała świetlista postać – Anioł Stróż.

Szatynka powoli ruszyła w stronę tej osoby, by spytać się, czy na pewno będzie teraz msza. Kto wie, czy Anioł Stróż jej mamy przypadkiem jej nie oszukał…

Gdy Laura była już dość blisko pierwszego rzędu, zauważyła, że ta postać jest księdzem – rozpoznała go po długiej, czarnej sutannie, wyraźnie kontrastującej z białym ubiorem jego Anioła Stróża. Stan tej świetlistej postaci do złudzenia przypominał szatynce wygląd patronów jej rodziców – nie było na nim najmniejszej rany, poparzenia czy choćby śladu czarnej mazi, która pokrywała jej własnego Anioła.

Kiedy dziewczyna stanęła tuż obok księdza, ten w końcu podniósł głowę i spojrzał na nią. Również i jego patron skierował na nią swój wzrok. Był widocznie zaskoczony. Czyżby widział ją już kiedyś w kościele i teraz zdziwił się, że niespodziewanie wróciła po tak długim czasie?

Wzrok księdza natomiast zaraz wrócił z powrotem na ołtarz. Mężczyzna dokończył swoją modlitwę i dopiero wtedy wstał oraz skierował się do Laury:

– Szczęść Boże! W czym mogę pomóc?

– O-och… – dziewczyna początkowo zmieszała się. Szybko zebrała się na nowo w sobie i spytała: – Czy nie powinna być tutaj zaraz msza?

Ksiądz westchnął i powiedział smutno:

– Powinna… sęk w tym, że nie ma dla kogo.

Laura rozejrzała się po kościele. Osiemnasta już wybiła, jednak dalej nie było tam nikogo prócz ich troje (jeśli liczy się patrona księdza).

– Ludzie odchodzą od Boga… nie ma On dla nich żadnego znaczenia i nie widzą sensu w tym, aby spędzać czas w kościele. Przepraszam, ale dzisiaj msza odwołana – oświadczył ksiądz, po czym skierował swoje kroki w stronę wyjścia.

– Cz-czekaj! Tutaj musi być dzisiaj msza! Tu i teraz! – zakrzyknęła za nim szatynka.

– Nie ma takiej potrzeby. I tak nikt nie przyjdzie – odparł na to ksiądz, nie zwalniając kroku. Jego Anioł Stróż spojrzał smutno na dziewczynę i ruszył w ślad za mężczyzną.

– Ale ja tu jestem! Czy nie warto robić mszy dla jednej osoby?

Ksiądz zatrzymał się, ale nic nie odparł. Laura postanowiła skorzystać ze swojego asa – podeszła do stojącego w połowie drogi między nią a odchodzącym księdzem Anioła Stróża i rzekła do niego, patrząc mu prosto w oczy:

– Proszę cię, zrób coś. Ja… ja potrzebuję tej mszy!

Jego reakcja niewiele różniła się od reakcji Anioła Stróża Jagody – natychmiast odskoczył, jakby zobaczył ducha. Zamiast jednak dopytywać się o to, szybko spoważniał i oświadczył:

– „Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.” Ewangelia według świętego Łukasza, rozdział 15, wersy od 4 do 7. Powtórz mu to, a zrozumie.

„Jak mam powtórzyć coś tak długiego?” – zastanawiała się Laura. Spojrzała jednak na księdza, który patrzył teraz na nią dziwnie. W końcu z jego perspektywy, dziewczyna przed chwilą rozmawiała z powietrzem.

W jakiś cudowny sposób, szatynka powtórzył cały przytoczony przez Anioła Stróża fragment. Była pewna, że nie mówiła tego z własnej pamięci, lecz raczej ktoś po prostu włożył jej te słowa w usta. Może nawet i Bóg…

Usłyszawszy biblijny cytat, ksiądz podszedł do Laury, uśmiechnął się i rzekł:

– „Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca”. Kilka wersów dalej od twojego fragmentu.

Gdy tylko do uszu szatynki dotarły słowa „aniołów Bożych”, już była pewna, że to nie był przypadek.

***

Zorganizowanie mszy dla jednej osoby było dużo szybsze niż dla tłumu wiernych. Ksiądz nie był zbytnio przygotowany na kazanie, więc zajęło ono dużo krócej, niż na zwykłej mszy. Mimo to gdy Laura wróciła do domu, było już koło siódmej.

Kiedy dziewczyna weszła do pokoju, od razu poczuła się jakoś weselej i lżej. Czyżby msza święta naprawdę miała jakieś sprawcze i cudowne moce? Czy naprawdę wysłuchiwanie słów księdza mogło dać jej tyle nieograniczonego szczęścia?

Emocje szatynki jednak błyskawicznie przygasły, gdy zdała sobie sprawę z tego, że jej Anioł Stróż dalej nie stoi obok niej. Zamknęła wtedy szczelnie drzwi do pomieszczenia, aby na pewno nikt jej nie przeszkadzał i spytała:

– Mój Aniele, jesteś tam?

Nikt jej nie odpowiedział.

– Dobra, zrobię to po twojemu.

Laura przyklękła, zamknęła oczy  i zaczęła się modlić:

– Aniele Boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój. Rano, wieczór, we dnie, w nocy bądź mi zawsze ku pomocy. Broń mnie od wszystkiego złego i zaprowadź do żywota wiecznego. Amen.

Gdy szatynka otworzyła oczy, ujrzała swoje Anioła Stróża tuż przed sobą. Ku jej zdziwieniu, jego stan nic się nie zmienił – ani jedna rana nie zniknęła, ani jedna kropla czarnej mazi się nie zmyła. Dziewczyna spróbowała go dotknąć, ale jej ręka po prostu przez niego przeszła, tak samo jak wcześniej przez patrona Natalii.

– C-co się dzieje…? Dlaczego ty wciąż…? – Laura miała wielki problem z wyduszeniem z siebie pełnego zdania. Czuła, że do jej oczu cisną się łzy. Czy już jest za późno? Czy ten cały wysiłek miał pójść na marne?

L-Lauro…?

Szatynka nie była przekonana, czy ten głos pochodził od leżącej postaci, czy też rozbrzmiewał w jej własnej głowie.

Dziękuję ci… za to wszystko… co zrobiłaś… za to… za to, że spełniłaś moją wolę… ostatnią wolę…

– O czym ty mówisz? Przecież będziesz żyć! Musisz żyć! Zrobiłam wszystko, co miałam zrobić! Czy zostało coś jeszcze?

Nie, Lauro… ja… muszę ci się do czegoś przyznać…

– O co chodzi? – szatynka nawet nie spostrzegła, jak po jej policzku popłynęła pierwsza łza. Nie mogła stracić swojego Anioła Stróża właśnie teraz, gdy zaczął być dla niej tak ważny!

Tak naprawdę… to ja już wtedy… już w piątek byłem pewien, że zginę… już nic mnie nie mogło uratować…

– J-jak to…? Więc po co była ta cała szopka…? Ten cały cyrk z tym wszystkim…?

Gdy Anioł Stróż umiera… wtedy… w-wtedy człowiek traci także i sumienie… nie rozróżnia dobra… od zła… nikt go nie chroni… j-ja chciałem… chciałem upewnić się przed swoją śmiercią, że poznasz te najważniejsze wartości… że zrozumiesz miłość, przyjaźń, dobro i kryjącego się za nimi Pana Boga… abyś mogła żyć normalne życie… n-nawet wtedy… kiedy mnie już nie będzie… abyś przetrwała to… s-sama...

– Nie mów tak! Zaraz zawołam Anioła Stróża Natalii, na pewno ci pomoże! – zakrzyknęła szatynka i już poderwała się z podłogi. Zatrzymały ją jednak kolejne słowa jej własnego patrona.

Nie martw się o mnie… Jezus, nasz Pan, zagwarantował nam życie po śmierci… więc wszystko będzie ze mną dobrze… o-obiecuję…

– Na co mi twoje obietnice?! Ja nie chcę… nie chcę, żebyś zginął przez moje błędy…! Moje grzechy…! Nie zostawię cię tak, nigdy w życiu!

J-już i tak mi nie pomożesz… a została jeszcze jedna rzecz… jedna rzecz, którą powinnaś zrobić, p-póki jeszcze tu jestem…

Laura spojrzała na leżące na biurku kartki. Niektóre pozostawały jeszcze czyste.

Masz mało czasu… ale właśnie to powinnaś zrobić.

– Tak… właśnie to powinniśmy zrobić… – powtórzyła za Aniołem Stróżem dziewczyna, podchodząc do stolika. Wyjęła swój długopis i zawiesiła go nad kartką. Musi napisać to opowiadanie na konkurs… ale jak zacząć?

W końcu Laura zaczęła pisać, wraz z pomocą swojego Anioła Stróża:

„W pokoju panowała cisza, przerywana jedynie kolejnym pociągnięciami długopisem po czystej kartce i kolejnymi pomrukami niezadowolenia…”

Najwyraźniej trzy słowa – miłość, przyjaźń, dobro – można naprawdę zastąpić skutecznie jednym wyrazem – Bóg.

 

 

Ewelina Cyman z Luzina – II m-sce w kategorii proza w języku polskim                                                

   ,,Zawsze przy mnie”

Wbiegam do wielkiego budynku słysząc jednocześnie przyspieszone bicie mojego serca. Rozglądam się dookoła i kieruję się w stronę recepcji. Pytam gdzie On jest. Pielęgniarka prowadzi mnie do konkretnego pomieszczenia. Ręce trzęsą się nieubłaganie, a nogami  ledwo poruszam.

- Nie radzę tam zaglądać – mówi pielęgniarka i stoi mi na drodze. Błagam ją ze łzami w oczach. Ta ustępuje i wchodzi za mną. Staję przed łóżkiem i widzę Go. Jest blady, a ciało jest całe w bandażach.  Siadam i przytrzymuję Jego dłoń.  Jest przeraźliwie zimna. Uśmiecham się lekko przez łzy. Nie widzieliśmy się tak długo. Dlaczego nasze spotkanie musi się odbywać w takich okolicznościach?

- Jest jakakolwiek szansa, że z tego wyjdzie? – pytam, ale kobieta mi nie odpowiada. Spoglądam na nią, a ona szepcze tylko: ,,Znikoma”. Kiwam głową i wstaję. Nie jestem w stanie dłużej na to patrzeć, więc wychodzę. Wciąż się trzęsę. Sama nawet nie zdaję sobie sprawy dokąd się kieruję póki nie ląduje samotnie w naszym miejscu.

Plaża jest pusta, jest mroźno i wietrznie. Rozkładam szalik na piasku i siadam patrząc w morze. Nie hamuję łez. Jak wiele musiało się zmienić. Staram się przypomnieć sobie każdą wspólną chwilę i nie sprawia mi to większej trudności.

Widzę nasze pierwsze spotkanie. Właśnie tutaj. Uciekłam z domu nie chcąc rozmawiać z ojcem. Zawsze wiedział co dla mnie najlepsze, a ja tego nie doceniałam. W tej chwili jednak rozumiem, że wyjeżdżając popełniłam błąd. Nie żałuję, że poznałam innego mężczyznę i moje własne dziecko niedługo wyjeżdża. Ale wreszcie dostrzegam, że nigdy nie byłam w stanie pokochać nikogo innego naprawdę. Tak jak pokochałam Jego.

Podszedł do mnie i zapytał czy wszystko w porządku. Nie odpowiadałam. Przysiadł się i nie zamierzał mnie opuścić. Mijały minuty, a może nawet godziny. On nie odchodził. Wreszcie na niego spojrzałam. Spytałam dlaczego wciąż tu jest.

- Bo potrzebujesz kogoś, aby przy Tobie był – odpowiedział, lekko się uśmiechając.

Również się uśmiechnęłam i wtuliłam się w nieznajomego. Nie znałam nawet Jego imienia. Nasza znajomość była całkowicie irracjonalna. Jednak On był przy mnie, gdy tego najbardziej potrzebowałam. Na tym przypadkowym spotkaniu się nie skończyło. Coraz częściej razem wychodziliśmy. Gdy miałam problem, uciekałam w nocy z domu, a On zawsze na mnie czekał i przy mnie trwał. Nigdy nie zadawał pytań. Nie musiał wiedzieć co znowu się wydarzyło. Przytulał mnie i głaskał moje włosy pocieszając, że wszystko się ułoży. Był moim najlepszym przyjacielem.

Wkrótce jednak ta przyjaźń przerodziła się w coś więcej. Przyszło lato, a ja nie wyobrażałam sobie dnia bez rozmowy z Nim. Często przychodziliśmy w nasze miejsce na plaży. Trzymał mnie wtedy za rękę, głaskając ją. Przyglądał mi się, mrużąc lekko powieki. Uwielbiałam Jego spojrzenie. Było pełne troski i szczęścia. Przy nim każda minuta stawała się godziną, a godzina minutą. Nie obchodziło mnie co działo się dookoła póki On był przy mnie. Liczyła się ta jedna chwila. Wtedy naprawdę czułam, że żyję.

Czuję jak chłodne powietrze psuje mojego idealnego koka. Odkąd On zniknął z mojego życia, wszystko się zmieniło. Każdy szczegół miał znaczenie. Nie potrafiłam na chwilę usiąść, odpocząć i rozkoszować się chwilą. Nie byłam i nie jestem szczęśliwa ze swoim mężem. Praktycznie nie spędzamy ze sobą czasu. Czasami zastanawiam się dlaczego w ogóle zostaliśmy małżeństwem. Nigdy nie będę tego żałować ze względu na najwspanialszego syna jakiego mogłam mieć, ale nigdy też nie przestanę tęsknić za moją jedyną miłością, którą w każdej chwili mogę stracić na zawsze.

Zdejmuję z głowy gumkę i wsuwki, a następnie rzucam niby mocno prosto w morze. Wiatr sprawia, że włosy wpadają mi w oczy, a większość po prostu zostaje na mojej twarzy. Śmieję się sama do siebie jakbym całkowicie straciła rozum. Jednak teraz po prostu zdaję sobie sprawę jak moje życie poszło w złą stronę.

Ojciec od zawsze powtarzał mi, że medycyna będzie najlepszym rozwiązaniem. Nigdy tego nie chciałam, ale w końcu zgodziłam się z nim. Dlatego musiałam wyjechać i pozostawić tu miłość mojego życia.

Zawsze pragnęłam zostać pisarką. Uwielbiałam pisać. Ojciec tego nie rozumiał, ale jak zwykle – On tak. Czytał moje opowiadania i wiersze z zapartym tchem nie wierząc własnym oczom. Powtarzał, że jestem niesamowicie utalentowana i powinnam się rozwijać. Mówił, że muszę posłuchać siebie, a nie ojca.

- To twoje życie i to ty masz być szczęśliwa – pocałował mnie w czoło.

Szczerze się jak idiotka przypominając sobie tę chwilę. Może nie jest za późno, aby wrócić do starych pasji?

Słuchając rad ojca musiałam wyjechać na drugi koniec kraju do idealnej jego zdaniem uczelni. Pamiętam mój ostatni dzień tutaj. Siedzieliśmy w dokładnie tym samym miejscu trzymając się mocno za ręce. Było nam ciężko, żadne z nas nie chciało puszczać dłoni. Byliśmy młodzi i wierzyliśmy, że związek na odległość ma szanse przetrwania. Niestety w naszej sytuacji się myliliśmy.

Mijały miesiące, a my coraz rzadziej rozmawialiśmy. Wydawałoby się, że uczucie z każdym dniem gasło. Przynajmniej ja tak uważałam. Nie widziałam sensu dalej tego ciągnąć. Jak strasznie się pomyliłam.

On jednak nie zareagował. Nie krzyczał, nie płakał i nie prosił. Uszanował moją decyzję. Zależało mu tylko na moim szczęściu. Nigdy nie spotkałam tak dobrego człowieka.

Nasz kontakt się urwał. Poznałam mojego przyszłego męża. Gdy rodzice prosili mnie, abym coś o nim powiedziała, zawsze powtarzałam, że jest ,,miły”. Sama nie wiedziałam co mogę o nim powiedzieć więcej. Razem się uczyliśmy, a nasz związek wydawał się bezpieczny, poukładany i wręcz idealny. Nie lubiłam perfekcyjności, ale z czasem się do niej przyzwyczaiłam.

Ciągle o Nim myślę i o każdej wspólnie spędzonej chwili. Nie wiem ile siedzę na plaży, ale powoli się ściemnia. Mój telefon dzwoni. Przewracam oczami nie chcąc, aby dzwonił mój mąż lub ktokolwiek z pracy. Nie znam numeru więc odbieram.

- Przykro mi… - słyszę i zasłaniam usta dłonią. Mój szloch przybiera na sile. Jego siostra informuje mnie o pogrzebie. Kiwam głową choć ona tego nie widzi i się rozłączam. Płaczę i otulam się szalikiem. Wkrótce zasypiam wciąż będąc na plaży. Nie chcę się budzić.

Mija kilka dni. Stoję przed trumną razem z moimi starymi przyjaciółmi oraz bliskimi. Witam się z Jego matką oraz siostrą. Uroczystość przebiega szybko. Szczerze nawet nie zwracam na to wszystko uwagi. Moje myśli zaprząta tylko ta jedna osoba. Jedyna z którą byłam naprawdę szczęśliwa. Jedyna, która sprawiła, że żyłam. Żyłam naprawdę. I jedyna w której byłam naprawdę zakochana.

Większość zebranych kieruję się do domu matki mężczyzny. Ja jednak zostaję. Kucam obok grobu i chowam twarz w dłonie. Nie sądziłam, że uczucie po tak długim czasie może znów istnieć. Chyba po prostu nigdy nie przestało.

Czuję dłoń na moim ramieniu. Obracam i widzę Jego uśmiechniętą siostrę. Ma podkrążone oczy i zapłakane oczy. Nie rozumiem uśmiechu na jej twarzy.

- Napisał to kilka lat temu – szepcze i wyjmuje z torebki kopertę. 

- Chciał to wysłać, ale się obawiał – dodaje. Podaje mi kopertę i odchodzi. Natychmiast otwieram ją i wyjmuję list. Czytam i uśmiecham się przez łzy. Napisał ten list trzy lata temu. Mówi w nim, że nigdy nie był w stanie ponownie się zakochać po mnie. Opowiada o swoim życiu, gdy mnie tam zabrakło.  O tym jak pragnie znów mnie zobaczyć choćby na chwilę. Wierzył, że posłuchałam głosu swojego serca i jestem w tej chwili szczęśliwa.  W ostatnim wersie prosi mnie, abym nigdy nie przestawała robić to co kocham i nie zapomniała uczucia, które nas łączyło. Uśmiecham się chowając list z powrotem do koperty.

- Nigdy nie zapomnę – szepczę i wstaję. Wreszcie jestem pewna tego co powinnam zrobić.

Będąc z powrotem w domu orientuję się, że syn już wyjechał na uczelnię. Wyjmuję skrawek papieru i piszę krótką wiadomość do męża. Piszę, że chcę znów być szczęśliwa i nie potrafię dłużej tego ciągnąć. Pakuję prędko swoje rzeczy i po prostu wyjeżdżam. Dodaję na końcu papieru, aby zadzwonił. Wyjaśnię mu wszystko.

Wyjeżdżam z rodzinnego miasta sama nawet nie wiedząc dokąd. Chcę pisać. Chcę robić to co kocham. Chcę czuć, że spełniłam się w stu procentach. Mimo, że odszedł, wierzę, że mogę znów poczuć, że tu jest. Nigdy nie zniknął. Zawsze tu był i będzie. A kiedyś znów go ujrzę i powiem jak wiele dla mnie zrobił. Bo to On jest miłością mojego życia. Uśmiecham się sama do siebie, bo wiem, że jest przy mnie. Z jakiego powodu to stwierdzam? Bo znów czuję, że żyję. 

 

 

Julia Pioch z Lęborka – III m-sce w kategorii proza w języku polskim

 

„ Tyś jest moją przygodą ''

 

Kolejny rok minął, odkąd nie ma cię przy mnie. Sam, jak ten kot, siedzę w pustym mieszkaniu. O ironio, tak uwielbiałaś poezję Szymborskiej... Sama też pisałaś wiersze. Zostawiłaś po sobie tylko rękopisy. Tyle razy już zmoczone zostały moimi łzami. Utwory leżą tam, gdzie je zostawiłaś, w szufladzie pod biurkiem.

***

Pamiętasz, jak się poznaliśmy Blanko? Mieliśmy zaledwie kilka wiosen. Siedziałaś z koleżankami w piaskownicy. Jednak z waszej trójki tylko ty zwróciłaś moją uwagę. Byłaś inna niż one. Nie można było oderwać od ciebie wzroku. Biła od ciebie niezwykła siła, spokój i opanowanie. Sam nie wiem, czemu wtedy zawołałem:
- Blanka – głupia, pusta szklanka!
Ty się odwróciłaś. Chciałaś coś odpowiedzieć, ale zamiast tego siedziałaś z otwartą buzią.
- Co? Zatkało kakao ? - zapytałem już bez drwiny czy kpiny w głosie, ponieważ onieśmieliła mnie twoja uroda.
Pewnie długo byśmy się tak w siebie wpatrywali, gdyby nie to, że koleżanki zaczęły cię ciągnąć w stronę karuzeli.
Ponad dekadę ci dokuczałem, a ty mnie ignorowałaś. Wszelkie docinki puszczałaś mimo uszu. Widziałem jednak, jak się rumienisz, kiedy ci dogryzam. Kłamałem, mówiąc, że idę do klasy humanistycznej, ponieważ chcę zostać pisarzem. Poszedłem tam, bo ty tam poszłaś. Wiedziałem, że wtedy będę mógł cię częściej widywać. Przez te dziesięć lat okłamywałem również siebie. Powtarzałem sobie, że nic do ciebie nie czuję, że ja cię przecież nawet nie lubię, że...
- Blanka, wiesz, bo już trochę myślałem na pewien temat i chciałem spytać, czy ty może chciałabyś, jeśli nie masz nic przeciwko oczywiście, zostać moją no, ten... - zacząłem się jąkać.
- Dziewczyną? - dokończyłaś za mnie.
- Tak – ze świstem wypuściłem powietrze z ust, bo na te parę sekund zapomniałem, jak się oddycha.
- Myślałam, że już nigdy o to nie spytasz – cmoknęłaś mnie w policzek, po czym zaczęliśmy się głośno śmiać. Tak zostaliśmy parą.
Pamiętasz Blanko, jak ci się oświadczyłem? To było już po maturze, w tym samym miejscu, gdzie cię pierwszy raz ujrzałam. Zacząłem wesoło podśpiewywać:
- Blanka – głupia, pusta szklanka.
Dostałem za to kuksańca w bok. Śmialiśmy się do rozpuku. Objąłem cię ramieniem i przyciągnąłem do siebie. Położyłaś głowę na moim barku. Trwaliśmy tak w ciszy, dopóki nie powiedziałem:
- Tyś jest moją przygodą.
Spojrzałaś na mnie, wtedy tak, jak tylko ty potrafiłaś. Nikt inny tak na mnie nie patrzył. Wsadziłem rękę do kieszeni. Wyjąłem małe pudełko, a twoje oczy były już skupione na pierścionku z białego złota.
- Tyś jest moją przygodą – powtórzyłem - której końca pragnę nigdy nie ujrzeć.
Nie musiałaś nic mówić, żeby znać odpowiedź na niewypowiedziane pytanie. Twoje oczy i tak zdradzały wszystko. Rzuciłaś mi się na szyję i zaczęłaś namiętnie całować. Po fali pocałunków włożyłem ci pierścionek na serdeczny palec prawej dłoni.
W trakcie studiów na filologii polskiej czynnie udzielałaś się w wolontariacie, kochana. Pomogłaś tylu ludziom bezinteresownie. Nie chciałaś nic w zamian, prócz szczerego uśmiechu. Byłaś aniołem na ziemi. Miałaś ogromne serce. Białe i czyste jak śnieg. Twoje serce było takie nieskazitelne i piękne. Byłaś cała piękna. Byłaś idealna w każdym najmniejszym calu. Zmieniałaś mnie na lepsze. Byłaś świetną przyjaciółką. Zawsze mogłem się ciebie poradzić, w każdej sprawie. Jednak trzy lata temu to wszystko się skończyło.
Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Weekend spędziliśmy nad morzem, ponieważ zawsze chciałaś je zobaczyć. Było dość ciepło jak na połowę kwietnia. Wróciliśmy do domu późnym wieczorem w niedzielę. Następnego dnia wcześnie rano miałaś zajęcia na uczelni. Próbowałem cię przekonać, żebyśmy ten dzień spędzili razem w domu, ale ty się uparłaś, żeby pójść.
Niestety, nie doszłaś na nie. Nigdy też już nie dojdziesz, bo pijany kierowca uderzył w ciebie, przejeżdżając na czerwonym świetle. Jeden człowiek w ułamku sekundy zabrał mi wszystko, co miałem. Zabrał mi ciebie!
- Nie wytrzymam ani minuty dłużej bez ciebie! - krzyczałem przez łzy. Trzeci rok czuwam przy twoim łóżku! A ty się nie budzisz! Dlaczego mi to robisz Blanko, czemu się nie budzisz?!
Leżałem tak na twoim brzuchu i płakałem jak dziecko. Po chwili poczułem głaskanie po głowie.
- Ćśśś – ktoś szeptał.
Otarłem łzy rękawem nieświeżej koszuli i podniosłem głowę. Ujrzałem wtedy twoje otwarte oczy, które tylko na mnie tak patrzyły. Zamknąłem twoje usta w najbardziej tęsknym pocałunku, mrucząc:
- Tyś jest moją przygodą.